Po kilku leniwych dniach spędzonych w Orlando, przyszedł czas na podróż do Hollywood Beach. Czekał tam na nas wynajęty apartament, turkusowy ocean i piękne plaże… Z tym, że zaczęło padać. Lało od rana. W deszczu pakowaliśmy bagaże do samochodu, w deszczu żegnaliśmy się z Orlando, w deszczu sunęliśmy autostradą w kierunku wybrzeża. I tak żeśmy sobie sunęli i sunęli, do chwili, aż nie zepsuł nam się samochód ;) Na środku autostrady odmówił dalszej jazdy. Po paru histerycznych minutach, gdy staliśmy na środku drogi na awaryjnych, zdecydował się jednak ruszyć. I tak na jedynce dotarliśmy do jakiegoś zjazdu z autostrady. A deszcz lał. Dowlekliśmy się do jakiejś stacji benzynowej, stamtąd Adam zadzwonił do wypożyczalni. Skierowali nas na lotnisko w Palm Beach, do ichniej agencji. Byliśmy – cudem – jakieś 10 mil od niej. Wlekąc się na jedynce dotarliśmy na lotnisko, znaleźliśmy wypożyczalnię samochodów, powiedzieliśmy w czym problem, dali nam nowy samochód, przepakowaliśmy bagaże i wyruszyliśmy w dalszą drogę. Cała akcja na lotnisku zajęła nam jakieś 20 minut. To się nazywa sprawna obsługa. A deszcz lał.

Po południu dotarliśmy na miejsce, deszcz odrobinę zelżał, więc udało wyjść się na spacer i kolację. Hollywood Beach to miejscowość wypoczynkowa, leżąca na wielokilometrowej grobli łączącej Miami Beach z Fort Lauderdale. Jest nieco bardziej kameralna niż wspomniane miasta, jest tu spokojniej, zabudowa raczej niska (im bliżej Miami Beach, tym więcej wieżowców przy plaży), długi deptak ciągnący się wzdłuż morza, niewielkie knajpki, sklepiki, piękna szeroka plaża. Tak jak lubimy.

Patrycja 967

Tak wyglądało nasze pierwsze popołudnie na plaży ;)

20150429T011406IMG_6320

Następnego dnia deszcz znowu lał. Ale pomimo tego postanowiliśmy udać się do Miami, licząc na poprawę pogody. Wycieraczki nie nadążały ze zbieraniem wody z szyby, a ja wpatrywałam się w olbrzymie wille amerykańskich bogaczy, stojące na brzegu kanału, w zacumowane przy prywatnych pomostach jachty i motorówki, w wysokie, luksusowe apartamentowce, w mijane przez nas drogie butiki i stylowe restauracje…

20150429T163449IMG_6370

Po drodze do Miami Beach

Miami Beach to miasto należące do aglomeracji miejskiej Miami; to kurort, z mnóstwem, knajp, barów, klubów i dyskotek, wielka imprezownia, ale dla nas ciekawe było centrum miasta ze sporym kompleksem zabytkowych budynków w stylu art deco. Deszcz nadal lał, więc przespacerowaliśmy się po ścisłym centrum, zajrzeliśmy na plażę i pojechaliśmy do Mami.

20150429T165502IMG_6406 20150429T170311IMG_6425 20150429T171825IMG_6455 20150429T172656IMG_6482 20150429T172841IMG_6488

Patrycja 990

20150429T170542IMG_6432

W Miami Beach budki ratowników są kolorowe, a każda inna

Po szybkiej naradzie i zmianie planów – bo deszcz – dotarliśmy do Vizcaya Museum & Gardens, licząc na zwiedzanie wnętrz i uniknięcie dalszego moknięcia. Villa została wybudowana przez chicagowskiego milionera, na jego zimową rezydencję. Architekt stworzył wielki pałac nawiązujący stylem do renesansowych willi weneckich i toskańskich. We wnętrzach również widać było duże wpływy europejskiej sztuki i architektury. Gigantyczny przepych, dzieła sztuki sprowadzane zza oceanu, pięknie zachowane i prezentowane (niestety nie można fotografować) – zobaczyć je można (w minimalnym stopniu) TUTAJ. Zachwyciło mnie to wnętrze, pomimo swojej kiczowatości i przepełnienia przedmiotami. Przepiękne było oszklone patio z szumiącą fontanną, tonące w zieleni, z ażurowymi krzesłami i stolikami…

Vizcaya Museum & Gardens 20150429T193455IMG_6597

Po wyjściu do ogrodu zachwyciliśmy się jeszcze bardziej. Pan Milioner stworzył tu sobie kolejną namiastkę Wenecji!

20150429T183845_MG_8629 20150429T183905_MG_8633 20150429T183954_MG_8635 20150429T194055_MG_8672

Vizcaya  20150429T204716IMG_6655

Ogrody zachwycają – można w nich błądzić godzinami. Alejki, altany, schodki, strumyki, rabaty, rzeźby i fontanny; storczyki, kaktusy, bujna zieleń i cudowne kwiaty…

20150429T204210IMG_6631 20150429T205230IMG_6669 20150429T205409IMG_6680 20150429T205526IMG_6689 20150429T205857IMG_6711 20150429T205933IMG_6715 20150429T210017IMG_6720 20150429T210048IMG_6722 20150429T210109IMG_6728 20150429T210631IMG_6753 20150429T210703IMG_6756

Po drodze zatrzymaliśmy się przy Ratuszu Miami mieszczącym się w starym budynku dworca lotniczego Pan American Airlines. Kolejne piękne art deco.

20150429T212919IMG_6798

W Miami jest atrakcja, która wydała nam się tak niedorzeczna w tym miejscu, że zdecydowaliśmy się ją zobaczyć ;) To XII-wieczny klasztor św. Bernarda de Clairvaux, zbudowany w Segowii, w Hiszpanii. Po 700 latach w rękach cystersów, został sprzedany amerykańskiemu magnatowi prasowemu. W 1925 roku klasztor rozebrano kamień po kamieniu i przetransportowano do Stanów. Tam w wyniku tarapatów finansowych jego nowego właściciela spędził 26 lat w magazynie. Znalazło się jednak dwóch kolejnych zapaleńców-milionerów, którzy zdecydowali się klasztor kupić i wykorzystać jako atrakcję turystyczną. W latach 50-tych klasztor złożono (z 35 tysięcy kawałków – gigantyczne puzzle ;)) i do dziś pełni funkcję atrakcji turystycznej, niewielkiego muzeum, ale i kościoła dla lokalnej społeczności. Piękne miejsce, tworzące malowniczą i zaciszną enklawę w nieładnej dzielnicy miasta.

20150429T184205IMG_6531

20150429T184233IMG_6536

20150429T184757IMG_6558 20150429T184413IMG_6543

Centrum miasta zobaczyliśmy z okien samochodu. Lało, nie chciało nam się wysiadać, a po objechaniu całej okolicy stwierdziliśmy, że nas nie zachwyca i wróciliśmy do Hollywood.

20150429T215041IMG_6820

Do Downtown już nie wróciliśmy, rezygnując z drapaczy chmur na rzecz plażowania i relaksu (bo deszcz w końcu przestał padać)

Przejaśniło się, przestało lać i udało nam się spędzić miły wieczór nad wodą.

20150430T014732IMG_6965

Patrycja 1064 Patrycja 1081 Patrycja 1087

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *