W drodze z Monument Valley do Arches National Park podziwialiśmy piękne formacje skalne:

A bliżej parku zaczęły pojawiać się malownicze łuki skalne:

Do miasteczka Moab dotarliśmy późnym popołudniem. Nocowaliśmy w centrum, w klasycznym amerykańskim hoteliku. Możecie poniżej zerknąć jak to zazwyczaj wygląda – wszystkie są do siebie podobne:

W wielu hotelach są niewielkie baseny:

I znany nam z filmów system – parkowanie tuż pod drzwiami pokoju :)

Amerykańskie miasteczka też są do siebie podobne – podobna architektura, podobny układ ulic – zawsze jest tzw. main street, przy której toczy się całe miejskie życie, te same sieciowe sklepy i knajpy…

Ale Moab było trochę inne – miało jakąś taką sympatyczną atmosferę. W związku z tym, że miasto jest bramą do dwóch parków narodowych, zawsze jest tu mnóstwo turystów – stąd fajniejsze knajpki, sklepy z pamiątkami i z indiańskim rękodziełem oraz ze sprzętem turystycznym; było kolorowo, wesoło i gwarnie.

A jak chcecie w Utah napić się piwa w barze – pamiętajcie, podadzą ci je tylko z zamówionym jedzeniem :)

Zamówiliśmy nachosy dla dwojga (do piwa) – dostaliśmy dwa kilo tłuszczu :D

Następnego dnia, wczesnym rankiem wyruszyliśmy do Arches National Park. Park narodowy powstał tu w latach 70-tych XX wieku i obejmuje ponad 300 km2 pustyni. Jest to jeden z najbardziej gorących, suchych i pozbawionych roślinności terenów w Stanach. A o jego wyjątkowości decydują niesamowite formacje skalne – ponad 2 tysiące skalnych łuków! A oprócz nich także skalne okna, ostańce, iglice i inne niesamowite kształty… A wszystko to w pięknym intensywnym pomarańczowym kolorze.

Przy wjeździe do parku działa visitor center, gdzie dostaniecie darmowe mapy parku, obejrzycie wystawy, które pokazują procesy geologiczne, zapoznają z miejscową florą i fauną itd., a także zjecie coś i kupicie pamiątki. Wstęp do parku jest płatny (my mieliśmy annual pass) – 30 $ za samochód.

Po parku jeździ się własnym autem. Przy ciekawych miejscach są parkingi, gdzie zostawić trzeba samochód, a dalej porusza się pieszo – na mniejsze lub większe odległości.

Pierwszym miejscem, w którym przystanęliśmy było Courthouse Towers (Wieże Sądu). Malownicza dolina otoczona jest wysokimi ścianami skalnymi:

Arches National Park

Swe niesamowite kształty skały w Arches National Park zawdzięczają erozji – pod wpływem deszczu, wiatru oraz skrajnie wysokich latem, a zimą niskich temperatur, skały podlegają niszczeniu i przyjmują unikalne formy. Proces ten trwa od 150 milionów lat!

Potem przed nami pojawił się Balanced Rock:

Arches National Park

Chcieliśmy zobaczyć Podwójny Łuk i formację nazywaną The Windows Section – ale był zakaz wjazdu na tę część parku ze względu na roboty drogowe :(

Następnym miejscem przez nas odwiedzonym był słynny Delicate Arch. Droga z parkingu do najsłynniejszego łuku zajęła nam około 1,5 godziny w jedną stronę (z częstymi przystankami w cieniu). Nie jest to trudna trasa, ale bardzo męcząca ze względu na to, ze przez większość czasu idzie się w palącym słońcu. Było piekielnie gorąco…

Ale po kolei – zaraz obok parkingu zobaczyć można autentyczne traperskie chaty:

Zielona skała i wielki parking:

Wyruszamy na górę:

Przy końcu trasy przejść trzeba jakieś 200 m wąską półką skalną – pomimo braku zabezpieczeń wszyscy radzili sobie bez problemu (nie wolno tylko patrzeć w przepaść ;))

Ale gdy docieramy do Delicate Arch, zapominamy o męczącej wędrówce i zachwycamy się obłędnym widokiem:

Arches National Park

Delicate Arch to symbol Utah – i np. występuje na każdej tablicy rejestracyjnej w tym stanie.

Arches National Park Arches National Park

Po skałach hasały pręgowce amerykańskie (pamiętacie kreskówkę Chip&Dale?):

Niedaleko parkingu zobaczyć można rysunki naskalne wykonane przez Indian:

Wyprawa do Delicate Arch była bardzo męcząca (było ok. 40 stopni C), ale warta poświęcenia – widok łuku skalnego balansującego na krawędzi przepaści jest niezapomniany.

Potem zatrzymaliśmy się przy mniejszej formacji Sand Dune Arch:

A na końcu odbyliśmy kolejny trekking w Devils Garden (Diabelski Ogród) – pięknym zakątku parku z kolejnym słynnym łukiem Landscape Arch oraz kilkunastoma innymi. To chyba najpiękniejszy fragment parku, jaki widzieliśmy…

Landscape Arch ma długość 88 metrów i jest najdłuższym łukiem skalnym na świecie! Dotrzeć do niego można z parkingu łatwym szlakiem (ok. 3 km), po drodze oglądając piękne formacje skalne.

Chwila relaksu w cieniu:

I na koniec – Skyline Arch:

Pamiętajcie, że w Arches National Park jest bardzo, ale to bardzo gorąco, że nie ma tam prawie wcale drzew dających cień, że jest to pustynia i zaopatrzcie się w duże ilości wody, odpowiednio chroniące ubranie, obuwie i nakrycie głowy, a także nie zapomnijcie o kremie z wysokim filtrem!

Park ten leży nieco poza najbardziej popularną „pętlą” road tripów po Zachodnim Wybrzeżu, więc mniej jest tam turystów, nawet w wysokim sezonie. Ale naprawdę warto zaplanować sobie podróż do niego. Tuż obok znajduje się kolejny park narodowy – Canyonlands – fajnie połączyć wizyty w obu parkach (nam zabrakło czasu).

Arches National Park jest jednym z najpiękniejszych parków, jakie widzieliśmy podczas tej podróży. W ciągu jednego dnia (poza Windows Section z tymczasowym zakazem wjazdu), zobaczyliśmy wszystko, co najważniejsze, bo park nie jest olbrzymi, a większość terenu to miejsca, gdzie nie ma wstępu dla turystów. Jego szlaki też nie są trudne, (spokojnie z dzieciakami dacie radę) a jedyną uciążliwością jest upał w sezonie letnim.

CDN

Wasza Patrycja

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.