Jeden dzień na Big Island (resztę opisałam TUTAJ) spędziliśmy na wulkanie – w Parku Narodowym Wulkanów Hawaii i jego okolicach. Aby z zachodniego brzegu wyspy dotrzeć do parku musieliśmy objechać całe jej południe i wulkan Mauna Loa.

Mauna Loa to największy na świecie aktywny wulkan – jego wysokość nad wodą to 4170 metrów, natomiast pod wodą znajduje się 4975 m, co nam łącznie daje 9145 m wysokości. Jest też gigantyczny pod względem objętości – zajmuje około 50% powierzchni wyspy i należy do największych gór świata. To on odpowiada za księżycowy krajobraz wszechobecny w tej części wyspy.

I widoczki z drogi:

Jednak naszym celem był Hawaii Volcanoes National Park, powstały w 1916 roku i wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, z najbardziej aktywnym wulkanem na świecie – Kilauea (1243 m npm). Wulkan wypluwa rozgrzaną do czerwoności lawę bez przerwy od 1983 roku. To właśnie stąd są niesamowite zdjęcia i filmy pokazujące jęzory płynnego ognia ściekające do oceanu. Jednak podczas naszej wizyty wulkan lawą do wody nie pluł – to się nazywa mieć pecha ;) Nie można było także zwiedzać lawowych tuneli ani okolic kaldery wulkanu – bowiem tam właśnie przeniosła się i trwała aktywność Kilauea.

Jednak nasza wizyta w parku była i tak niezwykle ciekawa i udana. Rozpoczęliśmy ją od wizyty w Visitor Center, gdzie zaopatrzyliśmy się w mapy parku i dowiedzieliśmy, które ze szlaków są dostępne – wulkan ciągle zaskakuje rangerów i turystów swoją aktywnością, dlatego trzeba na bieżąco sprawdzać, gdzie danego dnia dotrzemy. To jedyne biuro obsługi turystów – drugie pochłonęła lawa. Zaopatrzcie się tu w wodę, bo nigdzie indziej na szlakach jej nie kupicie!

Ruszyliśmy drogą, nazywaną Chain of Craters (długości 31 km), poprzez prawdziwy las tropikalny z niezwykle wybujałą roślinnością – gigantyczne paprocie wyglądały jak przeniesione w czasie z parku jurajskiego.

Naszym pierwszym przystankiem był krater Kilauea Iki powstały podczas erupcji w 1959 roku.

Jechaliśmy szosą i co chwilę stawaliśmy, aby podziwiać kolejne miejsca – a było ich mnóstwo. Lua Manu – krater powstały około 200 lat temu:

Pauahi Crater i jego okolice:

Mauna Ulu to rozległe pole lawowe, na którym można obserwować niesamowite kształty i kolory zastygłej lawy.

Punkt widokowy Kealakomo. Potoki lawy wypływały z krateru Mauna Ulu powiększając obszar wyspy o ponad 200 akrów:

Widoczki z drogi na zastygłą lawę:

I jeszcze tutaj:

Chain of Craters Road kończy się nad brzegiem oceanu, zalana przez lawę. Dojechać nią można tylko do punktu widokowego na Holei Sea Arch – łuk skalny o wysokości 27 metrów. To wyjątkowo piękne miejsce…

Wracając zatrzymaliśmy się jeszcze i przeszliśmy przez Kipuka Puaulu Trail – to szlak ornitologiczny o długości około 2 km.

„Kipuka” to obszar ominięty przez wiele lat przez strumienie lawy i dzięki temu tworzy swoisty ekosystem i siedlisko flory i fauny.

Po opuszczeniu terenu parku narodowego zatrzymaliśmy się na niezwykłej czarnej plaży – Punaluu Black Sand Beach. Na której ponoć często wylegują się żółwie – tych niestety nie było, była natomiast mangusta ;)

W małej miejscowości Waiohinu znajduje się drzewo Monkeypod Tree, które według przekazów zasadził sam Mark Twain – przebywający na wyspie i w tym miasteczku w 1866 roku.

Na najbardziej wysuniętym na południe brzegu Big Island znajduje się słynna Green Sand Beach. Niestety okazało się, że aby do niej dojść trzeba iść z parkingu około godziny, bo nie dochodzi do niej normalna droga. Zazwyczaj są tam samochody 4X4, które oferują podwózkę za opłatą, jednak byliśmy za późno i nie było już miejscowych przewoźników ;) Toteż musieliśmy obejść się smakiem i zostawić sobie Zieloną Plażę na kolejny pobyt na wyspie.

Ale podjechaliśmy do Ka Lae – South Point – to najbardziej na południe wysunięty punkt na Hawajach oraz w 50-ciu stanach USA. Tym naj- naj- punktem jest miejsce leżące na Samoa Amerykańskim – terytorium pod jurysdykcją Stanów.

Na South Point nie zobaczycie za wiele – stalową latarnię morską, miejsce skąd śmiałkowie skaczą z klifów do wody, pozostałości hawajskiej świątyni. Jednak jest to miejsce ważne dla mieszkańców archipelagu, bowiem uznaje się, że to tutaj zeszli na ląd pierwsi osadnicy z Polinezji.

Big Island (Hawaii) jest naszą ulubioną hawajską wyspą, tuż obok Kauai. Jest rolnicza, spokojna, o bardzo zróżnicowanym krajobrazie – są tu pola lawy, lasy tropikalne, wodospady, czynne wulkany, piękne plaże o różnych kolorach piasku, strome klify wznoszące się nad dzikim oceanem. Są ładne osady, zabytkowe kościółki, starożytne świątynie pierwszych Hawajczyków, są pola petroglifów. A do tego uprawy kawy, orzechów macadamia, kakao, owoców tropikalnych. A najważniejsze – nie ma tu tylu turystów, co na bardziej popularnej Oahu, przez co zwiedza się spokojnie i bez tłoku. Jednak wyspa jest duża i nie sposób w ciągu paru dni zobaczyć ją całą. My skupiliśmy się na okolicach Kony, a bardzo chcielibyśmy jeszcze kiedyś zeksplorować drugą stronę wyspy – okolice miejscowości Hilo. Trzymajcie kciuki, żeby nam się udało!

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *