Mauritius nie jest dużą wyspą i atrakcji na niej też nie jest wiele. Zazwyczaj zwiedza się kilka miejsc obowiązkowych do zobaczenia – bo najciekawszych, a reszta – zależy od czasu i możliwości. Poniżej pokażę wam dwa miejsca, które obowiązkowo trzeba zobaczyć na wyspie, położone blisko siebie – wodospad i geopark Chamarel, ale też miejsca, które nie są już tak ciekawe, choć na pewno wizyta w nich nie będzie czasem straconym.

Jeden dzień spędziliśmy na zwiedzaniu południowej części wyspy. Nasz intensywny dzień rozpoczęliśmy od „safari” w Casela Nature Park. To rodzaj zoo, ale położonego na olbrzymim terenie (350 hektarów), z dodatkowymi atrakcjami.

Wybraliśmy formę zwiedzania autobusem, który jeździ po parku, zatrzymuje się w kilku miejscach, wjeżdża za ogrodzenia i zabiera nas na „małe safari” z afrykańskimi zwierzętami. Zwierząt jest dużo, podchodzą blisko do samochodów i jest to fajne przeżycie.

Poza tym w parku jest ogromna zjeżdżalnia „saneczkowa” – Tulawaka, jest możliwość wspinaczki, jest kilka tyrolek, minigolf, kino 4D i wiele innych.

Czy nam się podobało? Nie do końca. Zwierząt było dużo, wiele z nich miało ogromne wybiegi, ale jednak nie wszystkie. I dla tych osób, które nie były na prawdziwym safari albo w tego typu parku, może być to atrakcyjne. Jednak połączenie zoo z parkiem rozrywki nie przemawia do nas.

Następnie mieliśmy chwilę na relaks na plaży z widokiem na górę Le Morne Brabant o wysokości 556 m n.p.m.. Góra ta oraz półwysep, na którym leży, wpisane zostały na listę UNESCO. W XIX wieku na półwyspie tym chronili się zbiegli niewolnicy. W 1835 roku zniesiono niewolnictwo na Mauritiusie i wysłano na Le Morne oddział wojska, aby poinformować zbiegów o tym wydarzeniu. Ci myśląc, że wojsko chce ich pojmać, rzucili się w przepaść ze zbocza góry, aby uniknąć ponownej niewoli. Na pamiątkę tamtych tragicznych wydarzeń postawiono na górze duży pomnik – krzyż.

Ocean gdzieś po drodze:

Kolejnym miejscem, które tego dnia zobaczyliśmy był fragment Parku Narodowego Black River Georges. Najpierw zatrzymaliśmy się przy wodospadzie Chamarel. Ma on wysokość około 100 m. Woda spada z wysokiego bazaltowego klifu – a podziwia się go stojąc na skraju drugiego. Wokół teren porasta pierwotna dżungla, wszystko eksploduje zielenią. Jest pięknie.

Parę kilometrów dalej znajduje się miejsce chyba najbardziej rozpoznawalne na Mauritiusie – Geopark Ziemi Siedmiu Kolorów – Seven Coloured Earth.

Czerwony, brązowy, fioletowy, zielony, niebieski, fioletowy i żółty. Takie kolory ma gleba w tym niewielkim fragmencie parku. Niezwykły geologiczny twór powstał dzięki aktywności wulkanicznej – ziemia ulegała erozji na przestrzeni wielu tysięcy lat, ma różną zawartość minerałów i stąd różne kolory. Ciekawe jest to, że gdy piasek o różnych barwach się zmiesza, po jakimś czasie znowu się on rozdziela na pierwotne kolory.

Piasek układa się tutaj w fale, które mają różne odcienie i barwy; przenikają się, zmieniają pod wpływem światła. Wygląda to jak fragment jakiejś obcej planety – jest to widok nietypowy dla naszej Ziemi. Teren otoczony jest płotkiem, ów twór geologiczny ogląda się ze ścieżek poprowadzonych jego skrajem oraz z dwóch platform widokowych.

Można tu także wypić (i kupić do domu) pyszną kawę – jest to jedyne miejsce na wyspie, w którym uprawia się krzewy kawowe i pali się ich ziarna. Filiżanka aromatycznej kawy z widokiem na siedmiokolorowy cud natury zostanie na długo w mojej pamięci.

Ostatnim miejscem, które tego dnia odwiedziliśmy był sklep z pamiątkami z wyspy w miejscowości Curepipe. Ale z pamiątkami nie byle jakimi – Mauritius słynie z wyrobu modeli statków! Rzeczywiście – było tam mnóstwo okrętów, raj dla miłośników marynistyki. Jeśli lubicie takie pamiątki – zaplanujcie ich zakup właśnie na Mauritiusie.

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.