Cinque Terre to pięć malutkich osad położonych niedaleko siebie, na długości 10 km, tuż nad brzegiem Morza Liguryjskiego. Uznawane są za najpiękniejsze miasteczka we Włoszech, a ze względu na niezwykłe walory panoramiczne, historyczne, architektoniczne i przyrodnicze wpisane zostały na listę UNESCO. Ponadto leżą na terenie parku narodowego noszącego tą samą nazwę – Cinque Terre.

W skład „Pięciu Ziem” (tak można to przetłumaczyć) wchodzą miejscowości: Monterosso, Vernazza, Corniglia, Manarola i Riomaggiore. Najwygodniej zwiedza się je podróżując pociągiem – linia kolejowa łącząca Cinque Terre powstała w XIX wieku i szybko sprawiła, że region stał się celem wycieczek milionów turystów. Teoretycznie można je także objechać samochodem, ale miasteczka są zamknięte dla ruchu drogowego i parkować trzeba na bardzo oddalonych od centrum, zatłoczonych i drogich parkingach. Zdecydowanie bardziej polecamy kolej.

Cinque Terre zwiedzaliśmy dwukrotnie – kilkanaście lat temu i w ubiegłym roku, podczas pobytu w liguryjskim Diano Marina. Obie wizyty odbyły się w letnie wakacje, obie pociągiem. Ale wrażenia mamy zupełnie inne. Pierwszy raz był spokojny, leniwy, z kąpielą na plaży w Monterosso. A zeszłoroczny – koszmarny. Tylu ludzi w jednym miejscu na raz dawno nie widzieliśmy :( Ale po kolei.

Dotarliśmy samochodem do Levanto, tam zostawiliśmy samochód na parkingu tuż przy dworcu kolejowym i udaliśmy się na pociąg jadący do Cinque Terre. Było dość wcześnie i nie było tłoku. Kupiliśmy Cinque Terre Card Train, która upoważnia do poruszania się pociągiem na trasie Levanto-La Spezia (przez 5Terre) bez limitów przez całą dobę. I udaliśmy się do pierwszego miasteczka, które chcieliśmy zwiedzić – Vernazzy.

Vernazza podoba mi się najbardziej – z kolorowymi kamienicami pochylającymi się nad wąskimi uliczkami zmierzającymi ku morzu, piękną zatoką i plażą, wchodzącym w morze falochronem, po którym można spacerować, z turkusową przejrzystą wodą i łódkami unoszącymi się na niej jak w powietrzu…

Bardzo charakterystyczna jest wieża kościoła św. Małgorzaty Antiocheńskiej:

Warto też wdrapać się na wieżę Belforte – pozostałość po zamku z XI wieku. Widoki stamtąd zapierają dech:

Wypiliśmy tam kawę, zjedliśmy pyszne lody i udaliśmy się do kolejnej miejscowości – Manaroli. Na dworcu nie było już tak pusto – pojawił się tłum. Ciężko było wsiąść do pociągu. A jeszcze ciężej – jak się okazało – poruszać po miasteczku pomiędzy tysiącami przyjezdnych.

Manarola to kolejna malownicza perełka. Zjedliśmy tu wczesny obiad (drogo i średniosmacznie, więc nie będę polecała) i poprzyglądaliśmy się chłopcom skaczącym ze skały do wody – trzeba mieć odwagę :)

Pomimo tego, że mieliśmy w planie odwiedzenie wszystkich pięciu miasteczek, postanowiliśmy, że zobaczymy jeszcze Riomaggiore i wracamy do naszego spokojnego Diano Marina. Z upływem dnia robiło się coraz goręcej i coraz tłoczniej, mieliśmy problem, żeby dostać się na peron, żeby wejść do pociągu, tłumy pojawiające się wraz z przyjazdem pociągów na wąskich uliczkach, nie pozwalały na spokojne spacerowanie…

Postanowiliśmy wrócić tam po raz kolejny, ale koniecznie poza sezonem. Piękno wybrzeża Cinque Terre stało się powszechnie znane i stanowi cel dla tysięcy ludzi, co przekłada się na makabryczne zatłoczenie miejscowości. Władze miejskie chcą wprowadzić ograniczenia w przyjmowaniu turystów, bo tłumy stanowią zagrożenie dla tych zjawiskowych zabytkowych miejscowości i ich mieszkańców. To kolejne przepiękne i unikalne miejsca, które mogą zostać zniszczone przez masową turystykę…

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *