Damnoen Saduak uważany jest za jeden z niewielu autentycznych pływających targów, które pozostały jeszcze w Tajlandii. Zamiast na straganach, towary sprzedaje się tu z przepływających łodzi. Można zaopatrzyć się w warzywa i owoce, zjeść coś pysznego, wybrać pamiątki, a nawet znaleźć coś ładnego z rękodzieła. Kanał po którym pływają łodzie liczy sobie 32 km długości, został wykopany w 1866 roku i łączy ze sobą dwie rzeki.

Naszą przygodę z tym miejscem rozpoczęliśmy od przepłynięcia długimi łodziami motorowymi po kanałach otaczających dzielnice mieszkalne miasteczka. Bujna zieleń, kwitnące krzewy, zadbane domy i kolorowe „domy duchów” (pisałam o nich TUTAJ) sprawiły, że była to bardzo przyjemna wycieczka.

Aż w końcu dotarliśmy do floating market – pływającego targu. Turystów było już sporo, pomimo wczesnej porannej godziny, upał zaczynał powoli narastać, głośne warczenie silników, nawoływania sprzedawców, zapachy z pływających garkuchni – gwarny, kolorowy i pachnący tygiel powodował zawrót głowy.

Damnoen Saduak

Piękny i zadbany dom duchów:

Wypatrzony przez Amelkę wielki jackfruit:

Damnoen Saduak Damnoen Saduak Damnoen Saduak Damnoen Saduak

Zjedliśmy tu przepyszne lody i placuszki kokosowe – niebo w gębie! Znaleźliśmy też parę drobiazgów na prezenty dla rodziny i przyjaciół – choć nie jest tu tanio, znacznie drożej niż np. w Bangkoku, koniecznie się targujcie!

Damnoen Saduak

Ciekawe miejsce, na pewno warte zobaczenia. Chociaż widać tu komercję i chęć wyciągnięcia od (licznych) turystów każdego grosza, to ma przyjemną atmosferę. Ale bądźcie tu rano, bo upał jest nieznośny, tłumy także, a że nie jest miejsce, w którym spędzicie więcej (tak mi się wydaje) niż 2-3 godziny, to spokojnie można to połączyć jednego dnia z inną atrakcją. Co i my zrobiliśmy ;)

CDN

Wasza Patrycja

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży ;)