Ghost TownsMiasta Duchów czy Miasta Widma – to miejscowości opuszczone przez mieszkańców; jest ich mnóstwo na zachodzie Stanów Zjednoczonych. Związane jest to z XIX-wieczną gorączką złota i migracją ludzi w poszukiwaniu tego kruszca- miasteczka (a raczej osady) powstawały przy kopalniach złota, srebra, ale i innych rud, a w chwili wyczerpania się złóż były pozostawiane przez mieszkańców, którzy wyruszali na poszukiwanie innego miejsca do życia. Mają one często niezwykłą atmosferę – zabytkowej miejscowości, z tajemniczą przeszłością, owianej legendami. I nietrudno uwierzyć w częste opowieści o duchach zamieszkujących te opuszczone miejsca…

Poprzednim razem zwiedzaliśmy Calico Ghost Town – opisałam je TUTAJ.

A podczas tegorocznej podróży zajrzeliśmy aż do czterech takich Miast Widm – Nelson, Oatman, Seligman i Jerome.

Nelson Ghost Town

Pierwsze z nich – Nelson w Nevadzie – założone zostało przez Hiszpanów w 1775 roku, jako El Dorado. Najstarsza i najsłynniejsza w Nevadzie kopalnia Techatticup, w której wydobywano złoto, srebro i inne metale działała w latach 1861-1945 i przynosiła ogromne zyski. A to prowokowało spory o wpływy. Miasteczko stało się miejscem licznych strzelanin, morderstw i innych przestępstw. Obecnie jest to „żywy skansen”, w którym mieszka kilkadziesiąt osób. Działa tu firma organizująca wycieczki do kopalni i kanionu El Dorado, a w budynku dawnej stacji benzynowej Texaco mieści się sklepik z pamiątkami. Właściciele tego miejsca są wielbicielami UFO albo mają niezwykłe poczucie humoru ;)

W Nelson zobaczyć można sporo wraków samochodów i autobusów, jest tu kilka drewnianych budynków, kościół, są też rozmaite górnicze maszyny. Niestety ze względu na koszmarny upał nasz spacer nie był długi, jednak zobaczyliśmy to co najważniejsze. Nelson to malutka osada, ale bardzo malownicza.

Aby obejrzeć miasteczko należy najpierw zgłosić się do sklepiku i uiścić opłatę – my płaciliśmy 1$ za osobę, ale widziałam na jakiejś stronie informację, że wynosi ona 2$ za osobę. Zwiedzanie możliwe jest tylko w godzinach od 8 do 18.

Oatman Ghost Town

Oatman słynie z osłów. To potomkowie zwierząt pracujących w kopalni. Po jej zamknięciu zwierzęta zostały pozostawione przez ludzi w opuszczonym mieście. Jest to spora populacja wędrująca po okolicy Oatman i prosząca turystów o smakołyki (karmienie osłów własnym jedzeniem jest zabronione – można kupić dla nich karmę w miejscowych sklepikach). Pierwsze osiołki spotkaliśmy już parę kilometrów przed miasteczkiem. Wychodziły prosto pod koła samochodów i zmuszały do zwalniania. I nie chciały przesunąć się ani o centymetr, prosząc o jedzenie. Uważajcie na nie jadąc do Oatman!

Samo miasteczko jest bardzo malownicze – jakby przeniesione z westernów. Drewniana zabudowa usytuowana wzdłuż głównej drogi, mnóstwo sklepików z pamiątkami, muzeum, szyb kopalni, restauracje i zabytkowy hotel. A do tego mnóstwo osiołków.

Osadę zamieszkuje obecnie około 150 osób, które żyją z turystyki. Bo nie da się ukryć, że Oatman stało się mocno komercyjne i nastawione na wizyty turystów. Ale być może właśnie dzięki nim nie zniknie całkiem z map i ludzkiej pamięci.

Oatman leży na słynnej drodze Route 66. Opuszczając miasteczko wybraliśmy drogę nr 10, która prowadzi do miejscowości Kingman i biegnie dokładnie w miejscu historycznej Route 66. To niezwykle malownicza trasa, przy której znajduje się kilka punktów widokowych. A każdy z nich to fantastyczna panorama pustynnych terenów pogranicza Nevady i Arizony. Jeśli mielibyście wybrać tylko jeden zachowany fragment Route 66, wybierzcie trasę z Oatman do Kingman. Gwarantujemy niezapomniane widoki.

Seligman

Seligman to kolejne miasteczko na Route 66. I może nie do końca można je zaliczyć do grona Ghost Towns, ale bardzo mało brakowało, aby podzieliło los innych Miast Widm. W 1882 roku powstała tu stacja kolejowa, a kilka lat później wokół stacji rozrosła się osada. Stacja kolejowa jednak została zamknięta i zburzona w 1984 roku.

Seligman na Route 66 znajdował się od 1926 do 1978 roku, kiedy to wybudowano położoną kilka mil od miasta autostradę. Co spowodowało, że przejezdni zaczęli je omijać i miasteczko opustoszało.

Jednak dzięki staraniom lokalnych pasjonatów osada w 1987 roku została uznana honorowym „Miejscem Narodzin Historycznej Route 66”, co ponownie przyciągnęło turystów. Obecnie zamieszkuje je przeszło 400 osób. Seligman znany jest z tego, że jest rzekomo pierwowzorem miasteczka z animowanego przeboju filmowego Disneya pt. Auta.

O naszej pierwszej wizycie w tym miejscu pisałam TUTAJ.

Seligman to bardzo malownicze miejsce, które na pewno spodoba się wszystkim miłośnikom zabytkowych miejsc z duszą. Jest tu parę restauracji, moteli, sklepów z pamiątkami. I mnóstwo fotogenicznych miejsc, które chce się koniecznie uwiecznić w swojej rolce :)

Jerome Ghost Town

Jerome położone jest niedaleko Sedony. Malowniczo rozpostarte na zboczu góry powstało w 1876 roku jako miasto górnicze, przy wielkich kopalniach miedzi. Było to duże miasto, czwarte co do wielkości w Arizonie i w latach dwudziestych XX wieku liczyło przeszło około 15 tysięcy mieszkańców (obecnie około 450). W 1953 roku jednak złoża wyczerpały się, kopalnie zamknięto i liczba ludności spadła do 100 osób. I znowu mieszkańcy uratowali to miejsce przed zapomnieniem, walcząc o przyznanie mu miana National Historic Landmark (Narodowego Zabytku Historycznego), co udało się osiągnąć w 1967 roku. Obecnie to miejsce bardzo popularne wśród turystów.

W miasteczku działają liczne galerie sztuki – stało się ono istną mekką artystów i rzemieślników; są tu restauracje, hotele, winiarnie. Z Jerome rozpościerają się wspaniałe widoki na Verde Valley, a miejscowe drogi biegną zawsze pod górę ;) Podobno miasto jest zamieszkałe przez duchy i można udać się na zorganizowaną wycieczkę śladami miejsc nawiedzonych.

Miejscem, które sprawiało wrażenie najbardziej autentycznego, było miasteczko Nelson. Malutkie, ale z klimatem, bez wszechobecnej komercji i bez tłumów turystów. To prawdziwe ghost town na głębokiej prowincji. Jednak wszystkie te miejsca warte są odwiedzin. Wszystkie je łączy długa historia, zabytkowy charakter i atmosfera tajemniczości, która unosi się w gorącym pustynnym powietrzu…

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.