Właśnie wróciliśmy z weekendowego wypadu do Dortmundu. Naszym celem był jarmark bożonarodzeniowy – jeden z największych i najpiękniejszych na świecie.

Tanimi liniami polecieliśmy z Gdańska do Dortmundu w sobotę rano, a wróciliśmy w niedzielę wieczorem. Niedrogo, szybko, sprawnie. A wrażeń – co niemiara!

Jarmark Bożonarodzeniowy w Dormundzie (Weihnachtsmarkt) ma długą historię. Odbywa się od 1898 roku i należy do największych jarmarków świątecznych na świecie. W tym roku (2021) na 6 placach miasta postawiono ponad 200 straganów z wyrobami rzemieślniczymi, dekoracjami i przysmakami świątecznymi oraz małą gastronomią. Jarmark rozpoczął się w listopadzie i trwać będzie do 30 grudnia.

W tym roku wiele z niemieckich jarmarków świątecznych odwołano przez trwającą pandemię Covid-19. Jednak władze miasta w Dortmundzie zdecydowały, że impreza się odbędzie – jednak z wyjątkowymi zasadami. Każdy, kto chce skorzystać z gastronomii na jarmarku lub kupić coś na straganie zobowiązany jest pokazać certyfikat szczepienia lub ozdrowieńca – przy pierwszym zakupie zostaje sprawdzona tożsamość oraz certyfikat covidowy kupującego i wręczona zostaje opaska na rękę, którą potem pokazuje się przy każdej transakcji. Poza tym policja wyrywkowo kontroluje odwiedzających jarmark – my także załapaliśmy się na taką kontrolę :)

Na jarmarku świątecznym głównie sią jada zimowe smakowitości i popija pyszne grzane wino (gluhwein). My nie odmówiliśmy sobie ani bratwursta (czyli klasycznej białej kiełbaski z grilla w bułce), ani pysznych placków ziemniaczanych, ani słodkich crepsów, ani też pysznej kanapki z grillowaną szynką. Na więcej nie wystarczyło nam miejsca ;) Ale były poza tym przeróżne słodkości, ziemniaki pieczone, owoce w czekoladzie, pieczone kasztany, migdały i inne orzechy w karmelu, pierniki, cukierki, wędliny i sery…

Tym co bardzo kusi na każdym jarmarku, jest zapach grzanego wina – my nawet nie próbowaliśmy się mu opierać i wychyliliśmy kilka kubeczków rozgrzewającego, pysznego gluhweina. A Amelia popijała gorącą czekoladę – wybór ciepłych bezalkoholowych napojów też był spory. Gdy kupowało się napój na straganie, dostawało się go w kubku i płaciło się za niego kaucję. Można było zatrzymać sobie taki kubek na pamiątkę lub zwrócić go i odzyskać kaucję.

Na straganach sprzedawano przeróżne ozdoby świąteczne, świeczniki, lampiony, słodycze, ceramikę, wyroby rzemieślnicze, a także gadżety związane z miejscowym klubem piłkarskim – Borrusią Dortmund.

Ulice są udekorowane przeróżnymi ozdobami nawiązującymi do świąt i do górniczego regionu, w którym znajduje się Dortmund, czyli Zagłębia Ruhry.

Na miejskich placach kręciły się karuzele wprawiające w euforię dzieciaki, jednak największą z nich był Diabelski Młyn stojący niedaleko kościoła św. Rajnolda:

Pomiędzy budynkami dwóch centrów handlowych (Karstadt oraz SportScheck) poprowadzono oszklony most. Rozpościerał się z niego wspaniały (choć byłby jeszcze lepszy, gdyby szyby nie były mokre od padającego deszczu) widok na jarmark:

Ale tym z czego najbardziej słynie dortmundzki jarmark świąteczny jest gigantyczna choinka stojąca na największym placu – Hansaplatz. To największa choinka na świecie – składa się z 1700 żywych świerków złożonych w jedno drzewko. Ma 45 metrów wysokości i rozświetla ją prawie 50 tysięcy lampek!

W Dortmundzie byliśmy krótko, ale wystarczyło nam czasu, aby poczuć fantastyczny świąteczny nastrój. Opiliśmy i objedliśmy pysznościami, kupiliśmy parę drobiazgów, pospacerowaliśmy wśród bożonarodzeniowych aromatów grzanego wina, korzennych przypraw i pierników, daliśmy się oczarować kolorowym światełkom, świątecznej muzyce…

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.