Kuala Lumpur było naszym miejscem przesiadkowym w drodze do Japonii. W mieście spędziliśmy niecałe dwa dni, ale zobaczyliśmy parę najciekawszych miejsc.

Kuala Lumpur to największe miasto i stolica Malezji. Razem z przedmieściami liczy 7 milionów mieszkańców. To centrum kulturalne i gospodarcze kraju. Co ciekawe, w 1999 roku część władzy wykonawczej i sądowniczej została przeniesiona do nowo powstałego miasta Putrajaya.

Mieszkaliśmy w centrum, krótki spacer dzielił nas od Petronas Towers. To najbardziej rozpoznawalny budynek w mieście – dwie strzeliste wieże drapacza chmur połączone mostkiem. Przez okres od 1999 do 2004 roku były najwyższymi budynkami na świecie – ich wysokość to 452 metry. Do teraz są najwyższymi bliźniaczymi wieżami na świecie.

Z jednej strony Petronas Towers znajduje się skwer z długą fontanną, na końcu której setki turystów non stop robią zdjęcia z wieżami (my również):

Zaś po drugiej ich stronie leży KLCC Park – niewielki, ale zadbany park ze sporym stawem. Wieczorami odbywa się tutaj pokaz tańczących fontann. Na dole wież i pomiędzy nimi znajduje się ogromne centrum handlowe Suria KLCC – największe w kraju:

W i przy Petronas Towers jest co robić. Można tam spędzić sporo czasu – na spacerach po parku, na zakupach, na jedzeniu itd.

Wieczorem na ulicach miasta pojawiły się budki ze street foodem i durianami – podobno malezyjski durian jest najlepszy na świecie:

Atrakcją, która jest tłumnie odwiedzana podczas wizyty w Kuala Lumpur Jaskinie Batu (Batu Caves). Leżą one 13 km od centrum miasta. Można tam podjechać kolejką KMT, autobusem miejskim lub po prostu taxi czy uberem (my skorzystaliśmy z tego ostatniego środka transportu). Kompleks jaskiń odkryty został pod koniec XIX wieku. Obecnie jest to miejsce bardzo ważne dla wyznawców hinduizmu, ponieważ we wnętrzu największej z jaskiń zbudowano świątynię poświęconą bogowi Muruganowi i to do niej zmierzają licznie pielgrzymi.

Aby do niej dotrzeć należy pokonać 272 kolorowe schody mijając ogromny posąg Murugana (prawie 43 m wysokości). W środku zobaczyć można kilka świątyń, nie tylko tę pierwszą i najważniejszą.

Cały teren wokół jaskiń opanowały makaki – na które trzeba uważać, bowiem kradną jedzenie:

U podnóża góry, w której czas wyrzeźbił jaskinie, postawiono sklepiki, knajpki, stragany, ale i inne świątynie. Bardzo kolorowe i mnie zatłoczone.

Dodatkową atrakcją jest pobliska Ramayana Cave. Nie dość, że bardzo ciekawa, to jeszcze całkowicie pusta, bo mało kto do niej dociera, a to dwa kroki od kolorowym schodów.

Kompleks Jaskiń Batu to interesujące miejsce pod względem kulturowym i przyrodniczym. Nie do końca może bym chciała, aby wytwory natury były przekształcane w miejsca odpustowe (przywołując naszą nomenklaturę), ale było to dla nas ciekawe. Kolorowe świątynie, relaksujące mantry, wieńce z kwiatów, wszędobylskie małpki, egzotyczne owoce sprzedawane na straganach… Jedyne co zakłócało pozytywny odbiór tego miejsca, to ogromne tłumy i brud, ale i to dało się przeżyć.

Kolejną świątynią jaką odwiedzaliśmy była Thean Hou – to największa świątynia chińska w Kuala Lumpur. Poświęcona jest ona bogini morza Tian Hou. Otwarta w 1989 roku, przyciąga tłumy wiernych i turystów. Składa się z 4 poziomów i ogrodów. Jest tam sklepik z pamiątkami, sale modlitewne, biura, sala zaślubin. A z jej tarasów rozciąga się wspaniały widok na miasto.

Niestety nie jest łatwo się do niej dostać – pozostaje skorzystanie z taxi lub ubera. Jednak pomimo drobnych trudności jakie napotyka się, aby tam dotrzeć, warto to zrobić . Świątynia jest malowniczo położona na wzgórzu, wspaniale ozdobiona, z powiewającymi na wietrze lampionami, kolorowymi rzeźbami…

Udało nam się także rzucić okiem na Meczet Jamek i kolonialne budynki:

W Kuala Lumpur stanął drugi co do wysokości budynek na świecie – Merdeka 118 – ma 678,9 metry wysokości. Nie jest jeszcze ukończony, a jego budowa ma trwać do 2025 roku. Zatem rzuciliśmy na niego okiem tylko z zewnątrz. Już teraz robi wrażenie!

Kuala Lumpur nie jest dla mnie miastem pięknym, ani też miastem, do którego chciałaby wrócić. Jego minusem są ogromne korki, hałas, smog, chaos urbanizacyjny i brak atmosfery (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi). Jednak dwudniowy pobyt w nim był ciekawy i bardzo smaczny. Bo tym, co najbardziej zapadło mi w pamięć z wizyty w stolicy Malezji, to przepyszne jedzenie (a do tego bardzo tanie). Kuala Lumpur to miasto wielokulturowe, co ma odbicie w tym, co pojawia się na lokalnych stołach i warto z tego skorzystać.

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *