Lofoty leżą na północnym-zachodzie Norwegii, na Morzu Norweskim, około 300 km za Kołem Polarnym. Zamieszkuje je około 25 tys.mieszkańców.

National Geographic wielokrotnie uznawał Lofoty za jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. I my zdecydowanie to potwierdzamy. Wysokie góry z ośnieżonymi szczytami, których zbocza niemal pionowo schodzą do wody, malownicze rybackie osady z czerwonymi domkami, suszące się na wietrze sztokfisze, piękne fiordy i plaże o turkusowej wodzie… Jest naprawdę bajkowo!

Na Archipelag Lofotów dotarliśmy jadąc z Mo i Rana na północ, a następnie promem z Bognes do Lodingen. Nocowaliśmy na jednej z centralnie położonych wysepek – Austvagoya, niedaleko Vestpollen i stamtąd wyruszaliśmy na zwiedzanie.

Naszą przygodę z Lofotami zaczęliśmy od wizyty w Henningsvaer. To malutka malownicza miejscowość zamieszkiwana przez około 500 osób, położona na kilku wyspach, z lądem połączona mostami. Mieszkańcy żyją głównie z rybołówstwa, co widać w ilości cumujących w porcie kutrów i suszących się na specjalnych stelażach dorszy.

Lofoty słyną ze sztokfisza – corocznie 16 mln kg dorszy zostaje tu wysuszonych i następnie eksportowanych na cały świat. My trafiliśmy na czas, gdy wiele ze sztokfiszowych rusztowań było już pustych – suszenie na wietrze i w niskich temperaturach dobiegło końca – jednak było jeszcze sporo miejsc, gdzie mogliśmy tę ciekawostkę zobaczyć. Tutaj dorsze w Hennigsvaer:

Lofoty słyną także z pięknych plaż – z turkusową wodą i białym piaseczkiem. Przyznajcie, że nie tego spodziewaliście się za Kołem Podbiegunowym? ;) Nam udało się zobaczyć dwie z kilku uznawanych za najpiękniejsze.

Plaża Haukland jest zjawiskowa. Zachwyca i kolorami (nawet pomimo pochmurnej pogody) i otoczeniem z wysokimi górami. Spędziliśmy na niej trochę czasu, ponieważ połowa naszej grupy (w tym Adam) postanowili pomorsować :) Woda miała 7 stopni, wiał silny wiatr, ale byli uparci ;)

Tuż obok leży plaża Uttakleiv. Kolejne zachwycające miejsce (tutaj przygotujcie się na płatny parking).

Ostatnim miejscem, jakie wam w tym poście pokażę to norweski „koniec świata” – malutka osada o wdzięcznej nazwie Å. Leży ona na końcu drogi E10 przecinającej całe Lofoty, za nią nie ma już nic ;)

Kolorowe domki rybackie zwane robru nadają lofockim osadom bajkowego wyglądu. Czerwony barwnik do malowania ścian pozyskiwano dawniej z wątroby dorsza.

W Å robru są wyjątkowo malownicze. Zobaczcie sami:

Kolejnych magicznych miejsc na Lofotach spodziewajcie się w kolejnym poście, już niedługo :)

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *