Jednodniową wycieczkę nad Morze Martwe wykupiliśmy jeszcze w domu przez stronę Tourist Israel. Umówionego dnia wczesnym rankiem stawiliśmy się w miejscu zbiórki i udaliśmy się w drogę.

Po wyjeździe z Jerozolimy obserwowaliśmy na GPS, jak spada wysokość nad poziomem morza i pogrążamy się w depresji ;) – fajna przygoda. W paru miejscach przy drodze były też oznaczenia wskazujące na jakiej „głębokości” się znajdujemy.

Pierwszym przystankiem (którego nie było w planie wycieczki i udało nam się zobaczyć gratisowo ;)) było miejsce chrztu Jezusa w rzece Jordan – Qasr el-Yahud. To tu wg tradycji Jan Chrzciciel ochrzcił Jezusa Chrystusa i to ono zostało opisane w Nowym Testamencie. Przez blisko 50 lat tereny wokół tego miejsca były zaminowane i niedostępne dla zwiedzających, ale po uprzątnięciu pozostałości po działaniach zbrojnych od 2011 jest swobodny do niego dostęp.

Rzeka Jordan stanowi tu granicę między Izraelem a Jordanią – widoczny na zdjęciu przeciwległy brzeg to już Jordania:

Teren wokół jest zadbany, do wody prowadzą schody i specjalne platformy, w małym kompleksie znajdują się prysznice, toalety oraz sklepik z kawiarenką.

Gdzieś po drodze…

Kolejnym, już planowym przystankiem była Twierdza Masada. Wznosi się ona 410 m nad poziom morza, a znajduje na Pustyni Judejskiej. Z jej murów rozpościera się piękny widok na Morze Martwe i pustynię.

Historia Twierdzy Masada rozpoczyna się w czasach dynastii Machbeuszy (147 r p.n.e. – 37 r p.n.e.). W roku 40 p.n.e. schronił się w twierdzy Herod, który upodobał sobie to miejsce. W 6 roku n.e. twierdzę przejęli Rzymianie. Potem zamieszkiwali ją bizantyjscy mnisi, a od VII wieku była opuszczona i nie używana. Obecnie wpisana została na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO, jako ważny zabytek i pomnik historii żydowskiej.

Z podnóża góry, na której wznosi się twierdza, można wdrapać się pieszo na szczyt lub skorzystać z wygodniejszej formy – wjechać kolejką linową (koszt: TUTAJ). My wybraliśmy wygodniejszą opcję i po paru minutach byliśmy w twierdzy.

Gorąco było makabrycznie, więc przemieszczaliśmy się od cienia do cienia ;)

Pozostałości twierdzy to rozległe ruiny, z których rozpościera się przepiękny widok na okolicę:

Kolejnym przystankiem był Park Narodowy Ein Gedi – ceny wstępu TUTAJ. To oaza na Pustyni Judzkiej, której główną część stanowi kanion Nahal David z kilkoma malowniczymi wodospadami. Oazę zamieszkują liczne zwierzęta np. borsuki skalne, lamparty, lisy afgańskie, góralki syryjskie – nam udało się zobaczyć tylko kilka koziorożców nubijskich:

Spacer wzdłuż strumienia i wodospadów był bardzo męczący, bo słońce paliło niemiłosiernie, ale można było ochlapać się w chłodnej wodzie potoku i choć przez chwilę odpocząć od pustynnego żaru…

Morze Martwe

Tłumy pojawiały się falami – były takie chwile, gdy ludzi było mnóstwo, ale i takie, gdy przy wodospadzie byliśmy sami.

Zabierzcie tam ze sobą dużo wody, nakrycie głowy i uważajcie na słońce – to w końcu pustynia.

Ostatnim punktem programu był relaks nad Morzem Martwym. Zabrano nas na zorganizowane kąpielisko Neve Midbar Beach. Były tam sklepy, bary, przebieralnie, toalety, był basen ze słodką wodą, restauracja oraz plaża z prysznicami, zadaszeniami i krzesełkami. Wstęp jest płatny, ale bilety kupował nam przewodnik (były ujęte w cenie wycieczki), więc nie wiem jaki był to koszt.

Morze Martwe to tak naprawdę bezodpływowe słone jezioro. Lustro wody znajduje się w najniższym punkcie na Ziemi – 422 m p.p.m.. Zasolenie wody jest bardzo wysokie – wynosi 26%, przez co nie ma w nim praktycznie żadnego życia organicznego.

Poza solą (pozyskiwaną również do celów spożywczych), woda zawiera liczne minerały, a jej właściwości lecznicze są legendarne i znane na całym świecie. Z soli oraz z błota z Morza Martwego produkuje się mnóstwo kosmetyków oraz leków np. na choroby skóry, a na jego wybrzeżu powstały liczne ośrodki spa i uzdrowiska.

Morze Martwe

Po przebraniu się w stroje kąpielowe, udaliśmy się na plażę. Wiedząc, że z tak słoną wodą nie ma żartów i pamiętając o wskazówkach, które dostaliśmy od przewodnika (nie skakać, nie wbiegać do wody, nie nurkować, nie dotykać oczu mokrymi dłońmi itd.) – powoli zanurzyliśmy się w ciepłych i gęstych wodach Morza Martwego. Było to niezwykłe doświadczenie – w wodzie ledwo da się pływać, ma ona dziwną oblepiającą konsystencję, jest bardzo ciepła i jakby tłusta – mieliśmy wrażenie, ze kąpiemy się w ciepłym rosole ;) Poza tym skóra szczypie – pomimo tego, że nie mieliśmy żadnych widocznych ranek, sól i tak sprawiała nieustające i bolesne szczypanie. Wytrzymaliśmy około kwadransa – łącznie z natarciem się błotkiem. I uciekliśmy na basen – nie zostaliśmy fanami kąpieli w Morzu Martwym ;)

Morze Martwe

Morze Martwe

Morze Martwe

Wycieczka była dobrze zorganizowana. Od wczesnego ranka, do wieczora udało nam się zobaczyć naprawdę sporo i to bez pośpiechu. Program był ułożony tak, że nie było zbędnych przejazdów – a gdy okazało się, że musielibyśmy czekać rano na parkingu na kolejne busy (przesiadaliśmy się we właściwe auta, bo wycieczek z różnymi programami było kilka), kierowca zabrał nas do miejsca chrztu Jezusa :)

Gdybyście myśleli o takiej zorganizowanej wyprawie nad Morze Martwe z Jerozolimy czy Tel Avivu z tą firmą (Tourist Israel) – polecamy. Wszystko było na tip-top.

 

Wasza Patrycja

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.