Historię naszej wyprawy na Mykonos opisałam tutaj. Przeczytacie tam także o przepięknej stolicy wyspy – Chorze (Mykonos Town). A dziś pokażę wam interior Mykonos i inne miejsca na wyspie, które przez (niecałe) 3 dni zobaczyliśmy.

Ano Mera to największa wioska na wyspie, bo miasto jest tylko jedno – Chora. Leży około 8 km od stolicy. W jej centrum znajduje się spory plac z kilkoma knajpkami, parę sklepów, parę kapliczek i tyle.

Nie ma tam nic przykuwającego uwagę poza klasztorem Panagia Tourliani z XVI wieku, z pięknym drewnianym ikonostasem.

Jeśli już dotrzecie do Ano Mera, wpadnijcie na kawę frappe i pyszne domowe ciacha (albo i porządny posiłek) do restauracji Odos Araxame. Ich wypieki wspominamy do dziś!

Po drugiej stronie doliny, w pobliżu Ano Mera, znajduje się kolejny klasztor – Paleokastro. To żeński monastyr z XVIII wieku. A tuż obok niego znajdziecie ruiny zamku Gizi (Gyzi). Zbudowany on został przez Wenecjan w XIII wieku i miał strzec wyspę przed najeźdźcami. Z obu tych miejsc rozpościerają się ładne widoki na interior Mykonos.

A to kościółek spotkany przez nas po drodze. Jest ich na wyspie sporo.

Miejscem, które oferuje przepiękne widoki jest Przylądek Armenistis z latarnią morską. Stanęła ona w tym miejscu w XIX wieku i nadal działa i wskazuje drogę statkom ze swej 19-metrowej wieży.

Mykonos to oczywiście także liczne plaże. Jednak wiedząc, że na tych zagospodarowanych jest tłok, hałas i brak możliwości odpoczynku, jaki lubimy, wybieraliśmy miejsca odludne, do których można dojechać jedynie samochodem, a nie miejskimi autobusami.

Jedną z takich spokojnych plaż jest Fokos Beach. Sami zobaczcie jakie było jej obłożenie :) Poza spokojem znajdziecie tu ciekawe życie podwodne, malownicze skalne okno i jedną, jedyną knajpkę.

Kolejną cichą plażą jest Merchia Beach. Poza paroma wakacyjnymi domami, nie ma tu żadnej infrastruktury, czyli nie ma co spodziewać się tłumów i rozrywek.

Tuż obok plaży znajduje się mały cypel, na którym stoi kościółek św. Mikołaja. Bardzo malownicze miejsce.

I spotkane po drodze – gołębnik oraz ładny kościółek.

Następną plaża, którą odwiedziliśmy była Ftelia Beach. Więcej ludzi, knajpki, jakaś plażowa infrastruktura i podobno rewelacyjne warunki dla kite’owców. Nas nie zauroczyła.

Po drodze między Chorą a Ano Merą leży wieś Klouvas. Nie ma w niej nic ciekawego, naprawdę, to tylko kilka domów, pensjonatów i hoteli. Ale jeden z tych ostatnich jest na tyle ładny i fajnie zaaranżowany, że turyści przystają, aby zrobić mu zdjęcia. My także nie mogliśmy sobie tego odmówić.

Latarnia Armenistis to jedno z najlepszych miejsc na podziwianie zachodu słońca na wyspie. Zobaczcie sami, co za klimat!

Na wyspie nie ma typowych greckich wiosek – takich z tawerną pod rozłożystymi drzewami, małymi domkami z niebieskimi okiennicami, starszymi panami popijającymi czarną kawę przy stolikach z tryktrakiem, czerwonymi pelargoniami na parapetach…. W ogóle nie ma tu miast i wiosek poza Chorą i Ano Merą. Reszta to porozrzucane po całej wyspie osiedla luksusowych apartamentów, hotele, wille z basenami. Nie ma tu za grosz klimatu Grecji znanego nam z innych wysp. Ponadto interior Mykonos jest nagi, spalony słońcem i praktycznie bez roślinności, co także odbiera wyspie trochę uroku.

Mykonos to nie jest wyspa dla każdego i o tym trzeba pamiętać. Dla osób nie potrafiących usiedzieć w miejscu i lubiących zwiedzać – będzie klaustrofobiczna, dla osób podróżujących budżetowo – będzie droga, dla osób lubiących spokój – będzie za głośna i zatłoczona, dla rodzin z dziećmi – kompletnie nieprzystosowana. Na pewno dobrze będą się tu czuły osoby nastawione na zabawę w nocnych klubach, lubiące muzykę, używki, imprezy, eleganckie sklepy, instagramowe fotki, luksus i celebryckie klimaty.

Dlatego dla mnie to wyspa na góra dwa-trzy dni. Tylko aby zobaczyć piękne Mykonos Town, aby odpocząć na plażach i naprawdę nie zmęczyć się zwiedzaniem, bo po prostu nie ma tu żadnych atrakcji, na które warto poświęcić więcej czasu.

Dla nas była to dobra baza wypadowa, ze względu na dogodne połączenie lotnicze. Ale uciekliśmy stamtąd na wyspę Tinos, na której znaleźliśmy wszystko to, czego zabrakło nam na Mykonos.

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Avatar Irmina pisze:

Ten błękit! Chciałabym się tam chociaż na chwilkę teleportować, żeby popatrzeć na wodę i spaloną słońcem ziemię…

Patrycja Kumiszcza Patrycja Kumiszcza pisze:

Oj, ja też! Brakuje mi słońca i ciepła!