Opuściliśmy Lofoty i gnaliśmy jednym ciągiem na północ, do Alty, a potem na Nordkapp. Pojawiły się wielkie stada reniferów. Wkroczyliśmy na ich ziemie. Pomimo tego, że był lipiec, na szczytach gór leżał śnieg, a temperatura nie przekraczała 5 stopni. Prawdziwa północ.

W okolicy Alty nocowaliśmy w bardzo sympatycznym miejscu, które możemy wam polecić: Alten Lodge.

Alta jest niewielkim miastem, jak na nasze warunki, jednak jak na norweskie – to przeszło dwudziestotysięczna metropolia ;) Największe miasto na dalekiej północy. Leży daleko powyżej koła podbiegunowego.

Przespacerowaliśmy się po centrum, które było całkowicie wyludnione i zajrzeliśmy do niezwykłego kościoła – Northern Lights Cathedral. Projekt zbudowanego w 2013 roku budynku jest zwycięzcą ogłoszonego w 2001 roku międzynarodowego konkursu. Duńscy architekci nawiązali w swoim projekcie do zjawiska Zorzy Polarnej – spiralny kształt budynku ma przypominać Aurorę Borealis. Znajduje się tu także muzeum zorzy polarnej, jednak nie mieliśmy czasu, aby je zwiedzać. Wstęp do katedry – 50 NOK.

Alta może poszczycić się jeszcze jednym niezwykłym miejscem, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO – Muzeum Rytów NaskalnychThe Rock Art of Alta. Zlokalizowane jest w miejscu pradawnej osady sprzed 11 tysięcy lat. W budynku muzeum znajdują się ekspozycje prezentujące życie dawnych mieszkańców tych terenów. Jest tam też kasa biletowa, sklepik i kawiarnia. Jednak to, co najciekawsze i najważniejsze znajduje się na zewnątrz – przeszło 6000 rysunków naskalnych, które powstały między 2000 a 7000 lat temu. To największy zbiór tego typu rytów w północnej Europie. Rysunki zostały odkryte w latach 60 i 70-tych XX wieku. Przedstawiają sceny z życia rybaków i myśliwych. Zobaczyć można na nich mnóstwo zwierząt (m. in. łosie, niedźwiedzie, renifery, łabędzie, wilki, zające, lisy, gęsi, wieloryby), rozmaite figury geometryczne, a także ludzi podczas polowania, połowów, rytuałów.

Z muzeum wychodzi się na ścieżkę poprowadzoną na drewnianym pomoście i to z niego ogląda się rysunki. Pierwsza część rytów pokryta jest czerwoną farbą, przez co są dobrze widoczne.

Kolejna część nie jest już pokolorowana i wypatrzenie obrazów jest trudniejsze.

Fantastyczne miejsce pod względem kulturowym, historycznym, ale i krajobrazowym. Koniecznie do niego zajrzyjcie, gdy będziecie w Alcie.

Z Alty udaliśmy się na Przylądek Północny. Nordkapp, bo to jego norweska nazwa, jest błędnie uznawany za najdalej na północ wysunięte miejsce w Europie. W rzeczywistości jest to inny przylądek – Knivskjellodden, położony około 4 km na północny zachód od Nordkapp. Jednak nie dochodzi do niego żadna droga, toteż to na Przylądek Północny docierają turyści. Rocznie odwiedzany jest on przez około 200 tysięcy osób chcących dotrzeć na północny kraniec Europy. Oba te miejsca leżą na wyspie Magerøya, więc najbardziej na północ położonym miejscem na stałym lądzie jest Kinnarodden (Nordkinn) znajdujący się około 70 km na zachód od Nordkappu. Jednak tu także nie dociera żadna droga, dlatego turyści, którzy nie mają w planie kilkudniowych pieszych wędrówek, po prostu trafiają na najsłynniejszy Nordkapp.

Aby wjechać na przylądek trzeba uiścić opłatę – aktualne ceny znajdziecie na oficjalnej stronie: Nordkapp. Jest tam olbrzymi parking oraz centrum dla odwiedzających – z restauracjami, sklepem, wystawami, pocztą, kaplicą, muzeum.

Gdy dojechaliśmy na miejsce zastaliśmy tam paskudna pogodę – wiał bardzo silny wiatr i padał deszcz, więc zrobiliśmy tylko kilka zdjęć na klifie i w okolicy i uciekliśmy do środka centrum na gorącą herbatę.

Z Nordkapp pojechaliśmy do najbardziej na północ położonej wioski w Europie – Skarsvåg, po drodze oglądając kolejne stada reniferów i surowe krajobrazy wyspy. Stamtąd wyruszyliśmy na mały trekking do łuku skalnego – Kirkeporten (Brama Kościelna). Było to miejsce ważne dla kultury Saamów – północnego ludu zamieszkującego te tereny.

Hornet (Nordkapp Horn) to formacja skalna w kształcie rogu, na wyspie Mageroya, w pobliżu Przylądka Północnego. Niedostępna od strony lądu, widoczna tylko z daleka – dobrze widać ją spod łuku Kirkeporten. Miała szczególne znaczenia dla ludu Saamów – wierzyli oni, że mieszka tam ich bóstwo i składali mu tam ofiary.

Kolejne bliskie spotkania z reniferami:

Wracając ze Skarsvag zatrzymaliśmy się na chwilę w Honningsvag – to jedno z najmniejszych miast w Norwegii i położone najbardziej na północ. Ma niecałe 2,5 tysiąca mieszkańców. To w tutejszym porcie zatrzymują się wielkie statki wycieczkowe dowożące turystów na Nordkapp.

Stamtąd udaliśmy się do Hammerfest – to najbardziej na północ położone miasto na świecie z liczbą mieszkańców przekraczającą 10 tysięcy. Spędziliśmy tam jedną noc – wszystkie zdjęcia z tego miasta zrobione były około północy, ale dzięki polarnemu dniowi – słońce nie zachodziło tam wcale. Nocowaliśmy w hotelu Smarthotel położonym przy samym nabrzeżu – możemy polecić go z czystym sumieniem.

W ubiegłym roku w mediach zrobiło się głośno o Hammerfeście, ponieważ to w tym porcie pojawiła się białucha podejrzewana o szpiegostwo. Ssak został zauważony przez rybaków. Miał na sobie uprząż z uchwytem kamery GoPro, opisaną po rosyjsku. Po zachowaniu zwierzęcia widać było, że było tresowane – np. potrafi ono „aportować” przedmioty wrzucane do wody. Stąd podejrzenie, że wieloryb był szkolony przez rosyjskie służby do szpiegowania. Gdy odwiedzaliśmy Hammerfest w porcie zawieszone były informacje o godzinach karmienia Hvaldimira – bo tak został nazwany, ale niestety nie mieliśmy możliwości, aby na to wydarzenie poczekać i wyruszyliśmy w drogę zaraz po wczesnym śniadaniu.

Co ciekawe, Hammerfest to jedno z najstarszych miast Norwegii – prawa miejskie otrzymał w 1789 roku – choć trudno to zauważyć patrząc na nowoczesną architekturę miasta. A to dlatego że było ono wielokrotnie całkowicie niszczone – czy to przez ludzi (piratów, działania wojenne), czy przez naturę (huragany, pożary).

Z Hammerfestu pognaliśmy przez Laponię – fińską i szwedzką – na południe Norwegii, aby zobaczyć najpiękniejsze fiordy. Ale o tym przeczytacie w kolejnych wpisach.

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *