Ponownie odwiedziliśmy Nowy Jork w sierpniu ubiegłego roku. Tym razem polecieliśmy przez Amsterdam liniami Delta – bardzo wygodnie, dobry serwis, świetny system rozrywki pokładowej. Na miejsce dotarliśmy wczesnym popołudniem – z lotniska na Manhattan dojechaliśmy uberem (potem okazało się, że korzystaliśmy tam głównie z tego rodzaju transportu – za naszą trójkę wychodziło chwilami taniej i szybciej niż metrem).

Na noclegi wybraliśmy hotel Hilton Garden Inn West 35th Street położony bardzo blisko Empire State Building – w samym sercu Manhattanu. Możemy go polecić z czystym sumieniem – spore pokoje, wzorowa czystość, wygodne łóżka, krok od stacji metra, położony między 5 a 6 Aleją.

Widoki z okna:

Ten wyższy ceglany budynek w głębi to nasz hotel:

Aby walczyć z jet lagiem, pomimo zmęczenia długą podróżą, wyszliśmy na miasto. Koniec sierpnia to czas wyprzedaży – sporo czasu spędziliśmy więc buszując po okolicznych sklepach, ale także udaliśmy się w miejsca, na które zabrakło nam czasu podczas kolejnej podróży.

Nowy Jork kojarzy się wielu osobom z betonową pustynią – ale to nieprawda – pomimo gęstej zabudowy wieżowcami, każde wolne miejsce, każdy placyk, skwerek, szerszy chodnik wykorzystany jako mini ogród czy park i jako miejsce wypoczynku mieszkańców:

Nie mogliśmy odmówić sobie zjedzenia nowojorskiej klasyki – hot doga z budki (1-2 $) – nie są za smaczne, ale mus to mus ;)

Dotarliśmy do Nowojorskiej Biblioteki Publicznej. Na pewno znacie ten budynek z licznych filmów – to tu ślub brała Carrie z Seksu w wielkim mieście albo toczyła się akcja katastroficznego filmu Pojutrze, czy starego hitu – Ghostbusters.

To druga w Stanach i trzecia największa publiczna biblioteka na świecie – łącznie posiada w swoich zbiorach blisko 53 miliony tomów. Otwarta została w 1911 roku i rozpoczynała działalność z zaledwie milionem woluminów ;)

Wejście do niej jest darmowe, trzeba tylko poddać się kontroli bezpieczeństwa. Można ją także zwiedzać z przewodnikiem – darmowe godzinne oprowadzanie odbywa się dwa razy dziennie o 11 i o 14 – wszystkie info znajdziecie TUTAJ

Jako, że nie załapaliśmy się na żadną z wycieczek, obeszliśmy ją samodzielnie. Najwięcej czasu spędziliśmy w czytelni (należy zachowywać ciszę) – chyba najbardziej klimatycznego miejsca w budynku.

Z tyłu za budynkiem biblioteki znajduje się Bryant Park – który bardzo nam się spodobał podczas poprzedniej wizyty. Idealne  miejsce na chwilę wytchnienia podczas zwiedzania miasta. Jednak poprzednio było tu mniej tłoczno ;) Na wielkim trawniku przygotowywano się do wspólnego wieczornego ćwiczenia jogi, na parkowych ławkach i krzesełkach przesiadywały tłumy, a na wypicie kawy w kawiarni pod gołym niebem nie było szans – takie były kolejki. Jest tu ładna fontanna, retro karuzela, na której poprzednio szalała Amelka i wiele stojaków z darmowymi czasopismami i książkami – do poczytania podczas wizyty w parku. Spokojny i pusty Bryant Park z naszej poprzedniej wizyty zobaczycie TUTAJ

Stamtąd było już niedaleko do kolejnej nowojorskiej publicznej atrakcji – dworca Grand Central Terminal. Obecny budynek został oddany do użytku w 1913 roku. Jest największym na świecie dworcem pod względem liczby peronów – 44!  Również i on pojawia się w wielu hollywoodzkich produkcjach – Jestem legendą, Spiderman, Men in black, czy animowany Madagaskar.

Dworzec poza swoją oczywistą funkcją jest wielką atrakcją i odwiedzają go tysiące turystów dziennie. Zachwyca odwiedzających przede wszystkim detalami architektonicznymi. Główną halę dekoruje olbrzymi fresk na suficie ukazujący niebo z 2500 gwiazd. Na środku hali stoi zegar wykonany z opalu. Jego wartość szacowana jest na 20 milionów dolarów!

Jeszcze jedna ciekawostka – wszystkie zegary na dworcu spieszą się o minutę – aby spóźnialscy mogli zdążyć na swoje pociągi :)

Ten budynek z polską flagą to Konsulat Generalny RP:

Obraz wykonany z butów crocs :)

W budynku Empire State Building znajduje się knajpka – Heartland Brewery. Dla nas było to fajne miejsce na wczesnowieczorny chill przy kolacji i/lub piwku.

Nowy Jork jest miastem niezwykłym, jedynym w swoim rodzaju. Albo się go kocha, abo nienawidzi. Tam wszystko dzieje się szybko, głośno, w tłumie. Wszystkiego doświadcza się intensywnie. Jest męczący, ale bardzo inspirujący. To miasto z charakterem, z pazurem, mieszające w głowie i pozostające w niej na zawsze…

W kolejnym postach pokażę wam jak spędzaliśmy kolejne dni na zwiedzaniu Manhattanu. Stay tuned!

CDN

Wasza Patrycja

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *