Żegnając się z Kornwalią zatrzymaliśmy się w Fowey – nasz gospodarz bardzo je nam polecał. To niewielkie miasteczko położone u ujścia rzeki o tej samej nazwie. Ale nie oczarowało nas jakoś szczególnie, więc po krótkim spacerze, udaliśmy dalej na północ, w stronę Bristolu, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg.

Ostatnim miejscem, które zwiedziliśmy w Kornwalii była posiadłość Cotehele w północnej części regionu. Składa się ona ze średniowiecznego pałacu w stylu Tudorów – z XIV wieku! – z zabudowań gospodarczych, pięknego, wielkiego ogrodu, młynu oraz nadbrzeża nad rzeką Tamar.

Jako pierwsze zwiedziliśmy stare domostwo. Pozostawało ono w rękach rodziny Edgcumbe przez 600 lat! Spacerując po ciemnych i ponurych wnętrzach czułam się jakbym przeniosła się w czasie… Niesamowite było to, że zachował się średniowieczny charakter posiadłości przez tyle lat.

Z ogrodu rozpościera się przepiękny widok na okolicę. Bujna roślinność, zadbane alejki, piękne stawy i kolorowe rabaty sprawiały, że spacer po ogrodach był wielką przyjemnością. Wspaniałe miejsce.

Ostatnim miejscem, jakie zwiedzaliśmy w Cotehele była przystań nad rzeką Tamar. Przygotowano tu centrum edukacyjne z kilkoma atrakcjami dla dzieci i zaprezentowano historię tego miejsca.

Tego dnia nocleg mieliśmy zarezerwowany w Bristolu. Po dotarciu na miejsce udaliśmy się jeszcze na spacer po centrum. Ale to miasto nie skradło naszych serc :(

Ostatniego dnia naszej podróży zajrzeliśmy do pobliskiego Bath. I to miasto z kolei nas zachwyciło. Jest wspaniale klimatyczne, całe z żółtawego kamienia, zadbane i piękne! Żałowaliśmy bardzo, że czasu wystarczyło nam tylko na niedługi spacer. Ale obiecaliśmy sobie, że kiedyś wrócimy do niego na dłużej.

Spędziliśmy wspaniałe 10 dni na południowych krańcach Anglii. To region wyjątkowo malowniczy – z wysokimi klifami, dzikimi plażami, zabytkowymi słodkimi miasteczkami, średniowiecznymi zamczyskami, pejzażami znanymi z kina, z krzyczącymi mewami i kapryśną pogodą… Wspaniały zakątek świata, do którego – mam nadzieję – wrócimy po raz trzeci i kolejny i kolejny… ;)

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *