Będąc w Tajlandii nie mogliśmy nie zobaczyć słoni indyjskich. Wybraliśmy się do sierocińca dla słoni niedaleko Kanchanaburi – Chang Wangpo. Zapewniono nas, że słonie przebywają tam w dobrych warunkach, nie są krzywdzone, ani wykorzystywane nad siły. A wizyty turystów w tym miejscu pokrywają wysokie koszty utrzymania osieroconych i uratowanych zwierząt.

I faktycznie na miejscu okazało się, że słonie nie są poranione, nikt ich nie bije, nie maltretuje – co zdarza się w innych miejscach – jak czytałam. Zdecydowaliśmy się na przejażdżkę ze względu na Amelkę, która była zachwycona możliwością bliskiego spotkania z tymi olbrzymami. I było to faktycznie duże przeżycie. Słonie są bardzo wysokie, świat z perspektywy ich karku wygląda zupełnie inaczej. Chodziły utartą ścieżką nad rzekę, wchodziły z nami do wody i wracały do ośrodka. Mogliśmy również nakarmić je bananami po przejażdżce. Na pewno jest to przygoda, którą zapamiętamy na długo. Czy byśmy ją powtórzyli? Nie, z wielu względów.

Takie atrakcje są bardzo kontrowersyjne. Z jednej strony żal patrzeć na te piękne i dostojne zwierzęta w niewoli, z drugiej – zapewniano nas, że nie dałyby sobie rady w naturalnych warunkach – bo były zostawione przez matki lub zabrane ludziom, którzy je wykorzystywali do pracy lub były chore. A że koszt dziennego wyżywienia słonia jest olbrzymi – ośrodki zarabiają na ich utrzymanie na wizytach turystów. Jest to w jakiś sposób zrozumiałe. To Azja, a nie Europa. I chcę wierzyć, że do takiego miejsca trafiliśmy. Ale w wielu ośrodkach w Tajlandii zwierzęta są maltretowane i żyją w makabrycznych warunkach. Jeśli chcecie spotkać słonie – dokładnie poczytajcie opinie i dowiedzcie się, czy sierociniec faktycznie ratuje zwierzęta, czy jest nastawioną wyłącznie na zysk maszynką do zarabiania pieniędzy, a zwierzęta przebywające tam cierpią.

A tak wyglądała nasza przygoda ze słoniami:

przejażdżka na słoniu przejażdżka na słoniu

W tym samym miejscu mogliśmy przepłynąć się po rzece Kwai bambusową tratwą. Piękne widoki, dżungla naokoło, szumiąca woda i spokój – w chwili, gdy holująca nas łódź odpłynęła i pozwoliła nam spływać z prądem…