Nasze zimowe ferie spędziliśmy na największej karaibskiej wyspie, posiadającej to wszystko, z czym Karaiby nam się kojarzą – cudowną pogodę, turkusową wodę, białe plaże, wysokie palmy i kolonialne miasta. Jeśli do tego dorzucimy niesamowicie zadbane oldtimery na ulicach, szczyptę muzyków grających Guantanamerę w każdej knajpce, pyszne drinki na bazie rumu i odrobinę dymu z cygar, to mamy przepis na prawdziwą Kubę 😉

W ciągu dwóch tygodni udało nam się spróbować każdego ze składników tego „przepisu” i zmodyfikować go po swojemu.

Pierwszy tydzień spędziliśmy na zwiedzaniu zachodniej części wyspy. Mieliśmy okazję wykąpać się w ciepłych wodach Morza Karaibskiego i zrelaksować na pięknej plaży Półwyspu Ancon oraz zwiedzić pobliskie miasteczko Trinidad de Cuba. Nazywane jest ono perłą architektury kolonialnej i faktycznie – kolorowe fasady niskich pałaców zachwycają, a zachowany charakter XVIII-wiecznego miasta zrobił wrażenie także na komisji UNESCO, która wpisała je na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury. Niezapomniane wrażenie zrobił na nas spacer po wielobarwnym i klimatycznym mieście, wspaniałe było przysłuchiwanie się licznym zespołom przygrywającym turystom oraz smakowanie miejscowych specjałów. Trinidad to naprawdę karaibska perełka, jak z bajki…   

Innym przepięknym kolonialnym miastem jest stolica wyspy Hawana, w której spędziliśmy troszkę więcej czasu. To duże miasto – przeszło 2 mln mieszkańców, ale z fenomenalną atmosferą, która nie pozwala tej wielkości odczuć. Większość czasu spędziliśmy na starym mieście – La Habana Vieja – także wpisanym na listę UNESCO. To absolutnie niezwykła dzielnica, w której znajdują  się najważniejsze zabytki, w której na każdym kroku natykamy się na bar lub restaurację, w której wszędzie rozbrzmiewa muzyka, a przykurzone i nadgryzione zębem czasu piękne kamienice nadal urzekają. To co rzuca się w oczy w Hawanie to setki wspaniałych, zadbanych zabytkowych samochodów – bez problemu na każdym miejskim placyku można wykupić od ich kierowców wycieczkę po mieście. Nie ma nic wspanialszego niż przejażdżka różowym cadillakiem po rozgrzanych południowym słońcem ulicach Hawany, serio.

Hawana nazywana jest miastem Hemingwaya, który przebywał w niej w latach 40-tych XX wieku. Głównymi atrakcjami związanymi ze słynnym pisarzem, które odwiedzają wszyscy turyści (takie odnoszę wrażenie) są dwa bary – Floridita, gdzie Ernest pijał daiquiri (rum, syrop cukrowy i sok z limonki) oraz La Bodeguita del Medio, gdzie podobno wymyślono drink mojito (rum, limonka, mięta, woda gazowana). Oczywiście nie mogliśmy pominąć tych miejsc na trasie naszego zwiedzania miasta (dla dzieci podawana jest wersja bezalkoholowa).

Kuba to państwo socjalistyczne z trudną i burzliwą historią. Na pewno wszyscy znamy (choć pokrótce) historię rewolucji kubańskiej z lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy to ówczesny prezydent Kuby Fulgencio Batista został obalony przez oddziały zbrojne pod dowództwem (między innymi) Fidela Castro i Che Guevary. Będąc na wyspie warto bliżej przyjrzeć się jej historii i zobaczyć miejsca związane ze słynną rewolucją – my odwiedziliśmy w Hawanie Muzeum Rewolucji położone na starówce.

Ponadto oglądaliśmy miasto od strony wody – przespacerowaliśmy się słynnym nadmorskim bulwarem – Malecon – nazywanym najdłuższą ławeczką świata. Wieczorami hawańczycy spędzają tam czas  i jest on wtedy naprawdę zatłoczony.

Zajrzeliśmy w okolicę Kapitolu – przypomina wam coś ten budynek? Pewnie, że tak – to bliźniak amerykańskiego Kapitolu w Waszyngtonie, a obecnie mieści się w nim siedziba parlamentu.

Jednym z najważniejszych miejsc w mieście jest słynny Plac Rewolucji, na który także zajrzeliśmy, aby zrobić sobie obowiązkowe pamiątkowe zdjęcie z Che 😉 Oczywiście jest to miejsce ważne dla Kubańczyków, na nas nie zrobiło wielkiego wrażenia.  

Po opuszczeniu Hawany udaliśmy się w kierunku przepięknej Doliny Viñales. Charakterystyczne dla niej są formacje skalne zwane mogotami. Są to wapienne ostańce porośnięte gęstą roślinnością tropikalną. Cały region Viñales wpisany jest na listę UNESCO ze względu na cenne walory przyrodnicze i kulturowe. Dolina jest historycznym centrum uprawy tytoniu – to stąd największe fabryki cygar pozyskują liście do swoich wyrobów. Sporo tu malutkich plantacji tytoniu z charakterystycznymi suszarniami – zajrzeliśmy do jednej z nich i mogliśmy poczuć fantastyczny zapach suszących się liści tytoniu oraz zobaczyć jak przygotowuje się je i skręca, aby stały się głównym towarem eksportowym Kuby 😊 Nie jesteśmy palący, ale było to ciekawe doświadczenie. 

Dolina Vinales jest regionem rolniczym, w którym ludzie żyją powoli, w bliskim kontakcie z naturą, uprawiając rolę tradycyjnymi metodami i to faktycznie widać. A ponad to miejscowe pejzaże oszałamiają – zielone mogoty piętrzące się na horyzoncie osnute poranną mgłą, to jeden z takich obrazów, które zapamiętam na zawsze.

Kolejne dni naszego pobytu na Kubie spędziliśmy w Varadero. To najbardziej znany kubański kurort, który położony jest o około dwie godziny drogi od Hawany, na długim półwyspie otoczonym wodami Oceanu Atlantyckiego. Gdy już leżenie na leżakach i kąpiele w ciepłej i turkusowej wodzie na rajskiej plaży nas nieco znudziło, wybraliśmy się kilka wycieczek po najbliższej okolicy. Jedną z nich była wyprawa katamaranem na wysepkę Cayo Blanco. Podczas wycieczki mieliśmy przystanek na snorkowanie na rafie, a na wyspie był czas na relaks i smaczny lunch. Bardzo fajnie spędzony czas. Ponadto wybraliśmy się na kolejne snorkowania w okolicy, odwiedziliśmy malownicze miasto Cárdenas i wykąpaliśmy się lodowatej wodzie w jeziorku w jaskini Saturno – fantastyczne przeżycie!    

Kuba jest piękną wyspą, niezwykle intrygującą, barwną i niejednoznaczną. Jadąc tam musimy wiedzieć, że to kraj socjalistyczny, w którym nie wszystko funkcjonuje jak w zegarku 😉 Kubańczycy żyją swoim rytmem południowców, nie mają za dużo możliwości, ani środków, żeby wszystko wyglądało i działało na 5+. Spotkałam się z takim określeniem, że na Kubie są nadal lata 50-te. To na pewno przesada – ja bym to porównała do końcówki lat 80-tych – niby nadal komunizm, ale już jakiś słaby powiew Zachodu zaczyna się pojawiać. W końcu w niektórych miastach jest już nawet dostępne wi-fi 😉     

Czy warto wybrać się na Kubę? Na pewno tak. Ale należy się do tej podróży przygotować mentalnie i merytorycznie. Bo to nie jest łatwy kierunek, choć niezwykle ciekawy. Na pewno może w tym pomóc skorzystanie, z którejś z ofert wycieczek lub wczasów BP Itaka. Doświadczeni piloci i rezydenci pomogą w oswojeniu tej niezwykłej wyspy i stworzeniu własnego przepisu na Kubę 😊

Wpis powstał przy współpracy z Itaką

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Avatar BestWestern pisze:

Przepiękna fotorelacja. Marzy mi się zwiedzić Kubę, ale chyba faktycznie lepiej zrobić to z doświadczonym przewodnikiem.