W San Marino spędziliśmy jeden wieczór i noc w drodze do Toskanii. Postanowiliśmy wrócić do tej maleńkiej Republiki po wielu latach i pokazać ją Amelii.

Republika San Marino to piąte najmniejsze państwo na świecie. Ma tylko 61 km2. Ponadto jest jednym z dwóch państw w Europie będących enklawą. Ma około 33 tysięcy mieszkańców. Jej położona na szczycie góry Monte Titano stolica również nosi nazwę San Marino.

A nazwa ta pochodzi od imienia Świętego Marinusa – przybyłego z chorwackiej wyspy Rab. Założył on w 301 roku n.e. niezależną społeczność monastyczną na szczycie Monte Titano. Stąd Republika San Marino uważana jest za najstarsze suwerenne państwo świata oraz za najstarszą republikę konstytucyjną.

Nocowaliśmy w hotelu Cesare – położonym na starym mieście, tuż przy miejskiej bramie oraz parkingu, gdzie można było zostawić samochód (na teren starego miasta auta nie mają wstępu).

W związku z tym, że miasto San Marino wznosi się na górze wysokiej na przeszło 700 metrów n.p.m. z jego murów rozpościerają się przepiękne widoki na okolicę. Widać oddalony o około 10 km Adriatyk, słynny kurort Rimini oraz łagodne wzgórza regionów Emilia-Romania i Marche.

Cały wieczór spacerowaliśmy po mieście. Pogoda była idealna, ludzi umiarkowana ilość, miło było pokręcić się po zabytkowym miasteczku z tak bogatą i długą historią.

Klasycystyczna katedra pod wezwaniem świętego Marinusa:

Główny plac miasta – Piazza della Liberta i ratusz – Palazzo Publico. W ratuszu swą siedzibę ma rząd republiki.

Akurat w dzień naszego pobytu w San Marino odbywał się festiwal cyrkowy i na ulicach miasta spotkać można było wielu artystów:

Trafiliśmy na wspaniały zachód słońca:

Stolica republiki położona jest na szczycie i zboczu góry. Przez to ciągle wędruje się po niej wspinając w górę, to schodząc w dół. Miasto ma ładną, zadbaną kamienną zabudowę, podobną do wielu włoskich miasteczek, jednak jest tam czyściej i bardziej porządnie ;)

Jeden z wielu sympatycznych lokalików:

Polecamy wam tę lodziarnię – Gelateria L’Alchimista, niedaleko bramy Porta della Fratta – pyszne lody!

Takie widoki mieliśmy z hotelu:

I jeszcze szybki poranny spacer do biura informacji turystycznej po pamiątkową pieczątkę z Republiki San Marino:

Kiedyś San Marino odwiedzało się, aby zrobić zakupy w sklepach wolnocłowych – pamiętam liczne punkty z kolorowymi likierami, z perfumami, biżuterią, gdzie ceny były bardzo kuszące. Teraz już ich nie ma w takiej ilości, za to sporo jest butików z ubraniami, sklepików z pamiątkami dla turystów oraz salonów z wszelaką bronią (palną i białą) – widocznie na to teraz jest popyt ;)

San Marino nie jest szczególnie piękne ani niezwykle ciekawe. Większość turystów zwiedza je przez parę godzin i jedzie dalej. My też tak poprzednio zrobiliśmy. Jednak decyzja o przenocowaniu na miejscu była bardzo trafiona. Wieczorem jednodniowi turyści zniknęli, zostali w większości miejscowi, którzy spotykali się w knajpkach z przyjaciółmi i spacerowali klimatycznymi uliczkami. Zrobiło się spokojnie i swojsko. I pomimo tego, że całe stare miasto przeszliśmy wielokrotnie w tę i z powrotem, to nie nudziliśmy się za każdym razem odkrywając coś nowego. Udało nam się uchwycić miłą atmosferę tego miejsca, która umyka w codziennym tłumie turystów.

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *