Tegoroczne ferie zimowe spędziliśmy w Dominikanie, w Punta Cana. Odpoczywaliśmy, plażowaliśmy, korzystaliśmy z lata w środku zimy. Ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zwiedzili okolicy, więc wybraliśmy się na parę wycieczek. Jedną z nich był całodzienny trip do niezwykłego miasteczka Altos de Chavon oraz na rajską wyspę Saona.

Altos de Chavon powstało na przełomie lat 70 i 80-tych XX wieku, na wzór średniowiecznych miasteczek śródziemnomorskich. Dominikański miliarder Charles Bluhdorn wybudował je dla swojej córki Dominique, która po studiach we Włoszech nie chciała wracać na Karaiby. Toteż ojciec skusił ją do powrotu budując jej namiastkę Włoch w Dominikanie, nad rzeką Chavon.

Osadę zaprojektował włoski architekt Roberto Coppa, a zbudowano ją ze skały koralowej. Skała ta podlega szybkiej erozji i dzięki temu Altos de Chavon wygląda jakby faktycznie miała kilkaset lat, a nie kilkadziesiąt. Naturalny efekt postarzania :)

Obecnie wioska jest jedną z najchętniej odwiedzanych atrakcji turystycznych tej części kraju. Ale nie można do niej wejść ot tak, z ulicy. Mieści się ona bowiem na terenie zamkniętego osiedla dla bogaczy – Casa de Campo i każdą wycieczkę należy wcześniej zgłosić i uzyskać pozwolenie na zwiedzanie. To jeden z najbardziej ekskluzywnych ośrodków rekreacyjnych na świecie.

To malutka wioseczka, w której obecnie nikt nie mieszka. Mieszczą się tu liczne galerie sztuki, sklepiki z pamiątkami i kawiarnie.

Jest tu amfiteatr na 5000 widzów, w którym odbywają się rozmaite koncerty i spektakle. Gwiazdami, które miały tu swoje występy były między innymi: Frank Sinatra, Julio Iglesias, Santana, czy Elton John.

Jest tu także kościółek pod wezwaniem św. Stanisława – zadedykowany papieżowi Janowi Pawłowi II, który w 1979 roku odwiedził Dominikanę. Obecnie odbywają się tu śluby.

Spacer po tym urokliwym miejscu nie może być długi, bo jest to malutkie miasteczko. Nawet nazywanie go „miasteczkiem” jest na wyrost. Malutkie, ale urocze. I pomimo tego, że słyszałam opinie, że kiczowate, że nie w klimacie karaibskim, że sprzeczne z kulturą dominikańską, to uważam, że należy je traktować po prostu jako ciekawostkę i poddać się jego czarowi.

Stamtąd udaliśmy się do portu w Bayahibe, skąd szybkimi łódkami popłynęliśmy w kierunku Saony.

Widoki po drodze były zjawiskowe:

Najpierw zatrzymaliśmy w tzw. Piscina Natural – naturalnym basenie, płyciźnie niedaleko wybrzeża wyspy. Woda miała śliczny turkusowy kolor i sięgała nam maksymalnie do pasa, więc bardziej się w niej brodziło niż pływało. Spotkać można tu piękne i duże rozgwiazdy – pamiętajcie jednak, aby ich nie dotykać i nie wyjmować z wody, bo one na powierzchni błyskawicznie umierają!

A potem zostawiono nas na plaży na Wyspie Saona, gdzie mogliśmy oddać się błogiemu lenistwu…

Saona jest częścią Parku Narodowego Cotubanama. Odkryta została przez Krzysztofa Kolumba w 1494 roku, podczas jego drugiej wyprawy do Ameryki. Nazwał ją tak na cześć swojego przyjaciela Michele da Cuneo z Savony i pierwotnie nazywała się Savona, z czasem jednak zmieniła się w Saonę. To druga co do wielkości wyspa Republiki Dominikańskiej – po Haiti (Hispanioli), na której znajduje się większa część państwa.

Na wyspie nie znajdziecie kurortów i hoteli, innych miejsc noclegowych także jest niewiele, a zamieszkuje ją zaledwie trzysta osób – w jedynym miasteczku Mano Juan. Na niektórych plażach jest skromna infrastruktura – toalety, zadaszone wiaty, pod którymi serwuje się posiłki, leżaki.

Co robić na Saonie? Podziwiać jej piękno i relaksować się! Szczególnie, gdy turystów nie ma na niej zbyt wielu – bo rocznie odwiedzą ją około miliona osób. Spacerować wzdłuż plaży, pływać w ciepłej turkusowej wodzie, popijać zimne drinki z rumem, leniuchować…

Powrót z raju do Bayahibe odbywał się dla odmiany katamaranem. Muzyka, drinki, relaks przez prawie dwie godziny.

Czy było warto wybrać się na taką wycieczkę? Oczywiście! Zobaczyliśmy urocze „włoskie miasteczko” oraz spędziliśmy pół dnia w prawdziwym karaibskim raju. Polecamy!

Zaglądajcie, bo wkrótce opisy kolejnych naszych przygód na Dominikanie – stolica kraju Santo Domingo oraz wyprawa na humbaki do Zatoki Samana.

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *