Wybraliśmy się do Gdańska w celu innym niż zwiedzanie, ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie skorzystali z okazji i nie odbyli spaceru po ukochanej starówce.

Przechodząc obok Żurawia opowiadałam Amelce, do czego służyła ta budowla, jak działała i tak dalej. I postanowiliśmy wstąpić do oddziału Narodowego Muzeum Morskiego mieszczącego się w Żurawiu. Nie byłam w tym miejscu od dziecka… Żuraw to dźwig portowy z XVw.. Jest najstarszym takim dźwigiem w Europie. Wewnątrz okazało się, że ekspozycje są całkiem ciekawe, dobrze opisane, jest gra interaktywna, dużo makiet ilustrujących wnętrza rozmaitych zabytkowych gdańskich budynków. Najciekawsze jednak były cztery wielkie koła, w których chodzili ludzie (2-4 osoby) i wprawiali mechanizm w ruch – jak to Amelka skomentowała – jak ludzkie chomiki ;) Żuraw dźwigał ze statków towary, ale i stawiał maszty okrętom i mógł podnieść przedmioty o wadze 4 ton. A na dodatek z okien Żurawia rozpościera się piękna panorama miasta…

Gdy byłam dzieckiem każdego roku jeździliśmy z rodzicami na Jarmark Dominikański do Gdańska. Zawsze jadłam bób gotowany w wielkich garach i podawany na papierowych tackach z masłem i koperkiem, zawsze chodziliśmy na rurki z bitą śmietaną na Długą i zawsze wstępowaliśmy na lody do Misia. Lody w czasach PRLu kultowe, kolejki kilometrowe. Czasem, gdy już wystało się kilkadziesiąt minut, okazywało się, że ulubiony smak się skończył. Ach, jakież to było rozczarowanie!
Niedawno Misia, po remoncie, na nowo otwarto. Więc udaliśmy się do kultowej lodziarni, aby odnaleźć smak dzieciństwa. Smak faktycznie odnaleziony (deser angielski, waniliowy, lody Miś), ale niestety teraz to już nie jest to… :(

W Gdańsku po raz kolejny pojawiło się sezonowe koło widokowe, nadal nad Motławą, ale nieco w innym miejscu niż w poprzednich latach. Warto wybrać się na przejażdżkę kołem, aby zobaczyć piękne stare miasto z innej perspektywy. Nie jest to tania atrakcja, ale uważam, że warta swojej ceny (os. dorosła 25 zł, dziecko 15 zł).

W Gdańsku działa jeden z kilku sklepów firmowych fabryki ceramiki Bolesławiec. Uwielbiam tam zachodzić przy każdej okazji i dokupować sobie kolejne elementy serwisu. Kawa w domu smakuje mi tylko w bolesławieckich filiżankach ;)

Nawet krótki spacer wystarczy, aby poznać coś nowego, aby pokazać córce piękne miejsca, aby przeżyć małą przygodę… :)

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

wedelka pisze:

Pięknie :) Dwa lata temu zakochałam się w Gdańsku :) Muszę koniecznie tam wrócić :)