Do Ushuaia dotarłem samolotem z Buenos Aires. Tam wsiadałem na statek, którym płynąłem na Antarktydę. Miasto zobaczyłem pobieżnie i na szybko, ale poza swoim wyjątkowym położeniem – nie jest ładne.

Ushuaia to najbardziej wysunięte na południe miasto na świecie. Leży na Ziemi Ognistej nad kanałem Beagle. To prawdziwy koniec świata, dalej jest już tylko Antarktyda. Nawet jego nazwa pochodząca z języka lokalnych Indian znaczy „zatoka u krańca”. Miasto liczy prawie 70 tys. mieszkańców, więc jest całkiem spore. Żyje ono obecnie głównie z turystyki – to stąd wyrusza 90% wypraw na Antarktydę, ale podróżni przybywają tutaj, aby zobaczyć kraniec świata i legendarną Ziemię Ognistą.

Pierwszym Europejczykiem, który dotarł do Ziemi Ognistej był Ferdynand Magellan – udało mu się to w 1520 roku. Nazwał tę część świata Ziemią Ognistą, ponieważ na lądzie miejscowa ludność – Jaganie – paliła wielkie ogniska, przy których toczyło się całe życie ich osad.

Poniżej kilka widoczków ze spaceru po obrzeżach miasta, w poszukiwaniu pingwinów, na które liczyłem, a których jednak nie spotkałem.

Centrum miasta:

Ushuaia, według XIX-wiecznych władz Argentyny, poprzez swoje odizolowanie i położenie na odległej wyspie było idealnym miejscem na stworzenie kolonii karnej i miało uniemożliwiać skazanym ucieczki. Prace ruszyły w 1902 roku i trwały do 1920. Więzienie powstało jedynie dzięki pracy skazańców. Jednak już w pierwszych tygodniach funkcjonowania zbiegło z niego dwóch osadzonych. Władze zamknęły więzienie w 1947 roku, ale wokół niego zaczęło rozrastać się miasto, które nawet po przekształceniu dawnego zakładu karnego w muzeum rozkwitało i rozbudowywało się.

Poniżej to słynne więzienie, będące obecnie główną atrakcją Ushuaia:

Kolejnym miejscem, które chętnie zwiedzają turyści jest Park Narodowy Ziemi Ognistej (Parque Nacional de Tierra del Fuego). Założony w 1960 roku, był pierwszym parkiem narodowym w Argentynie. Zobaczyć tu można surowe krajobrazy z wysokimi górami, polodowcowymi jeziorami, wodospadami… W parku charakterystyczne są wilgotne lasy z bukami lenga i wiecznie zielonymi drzewami coihue.

Zielone, wilgotne lasy:

Takie widoki towarzyszyły nam tego dnia:

To koniec mojej przygody z Argentyną i Antarktydą. Wszystko opisałem TUTAJ i TUTAJ. Była to największa przygoda w moim życiu. Wrażenia niezapomniane, a Antarktyda okazała się najpiękniejszym miejscem na świecie, jakie widziałem!

Na pożegnanie pokażę wam jeszcze legendarny Przylądek Horn – to najdalej na południe wysunięty przylądek w Ameryce Południowej. Zamyka on od północy Cieśninę Drake, najbardziej niebezpieczny akwen na świecie. Jak widać, dla nas pogoda była łaskawa :)

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Avatar Irmina pisze:

Ciekawy pomysł na atrakcję z tym więzieniem… Na pewno zapada w pamięć.

Patrycja Kumiszcza Patrycja Kumiszcza pisze:

To prawda :)