Ostatnie tygodnie sierpnia spędziliśmy na Hawajach – z przystankami w San Francisco. To była przepiękna podróż, podczas której zobaczyliśmy mnóstwo zjawiskowych miejsc i odpoczęliśmy na fantastycznych, rajskich plażach…

Jak wyglądała nasza podróż? Z Gdańska polecieliśmy do Frankfurtu, stamtąd do San Francisco, gdzie spędziliśmy 3 dni. Potem z San Francisco przelecieliśmy na Maui, przesiadka na Kauai, powrót na Maui, potem Oahu, Big Island i powrót do San Francisco. Z San Francisco do Monachium i do Gdańska. Spędziliśmy blisko 3 tygodnie w podróży.

Małe podsumowanie:
– odbyliśmy 10 lotów samolotem, w tym największym pasażerskim samolotem na świecie – Airbusem A380
– płynęliśmy promem
– jechaliśmy jedynym na świecie tramwajem linowym
– wypożyczyliśmy 4 auta na 4 wyspach
– zrobiliśmy przeszło 240 tys. kroków, czyli przeszliśmy około 120 km
– odwiedziliśmy 4 z 7 zamieszkałych wysp archipelagu oraz wyspę Alcatraz
– zwiedziliśmy dwa duże miasta – San Francisco i Honolulu
– spaliśmy w 6 hotelach
– widzieliśmy najwyższą górę świata i równocześnie jeden z największych wulkanów – Mauna Kea – licząc od podstawy ma ona 10.203 m, a 4.205 m nad poziomem morza
– byliśmy na przylądku, który jest najbardziej na południe wysuniętym punktem w USA
– Hawaje odwiedzaliśmy w 60-tą rocznicę dołączenia do Stanów Zjednoczonych jako 50-ty stan
– poznaliśmy najkrótszy alfabet świata –język hawajski posługuje się tylko 12 literami
– wypiliśmy ogromną ilość filiżanek pysznej miejscowej kawy – Kona Coffee
– byliśmy w największym hotelu w Stanach
– a zakupy robiliśmy w największym centrum handlowym open air na świecie
– wzbudzaliśmy żywe zainteresowanie tym, że jesteśmy z Polski – so far away!
– na wyspach spotkaliśmy tylko dwie osoby z Polski
– niezliczoną ilość razy złapał nas tropikalny deszcz (parominutowy), dwa razy prawdziwa tropikalna ulewa i widzieliśmy słynne hawajskie tęcze
– oglądaliśmy najwspanialsze zachody słońca nad oceanem
– napawaliśmy się pięknem największego pacyficznego kanionu – Waimea
– pływaliśmy z żółwiami
– widzieliśmy endemiczne gatunki ptaków oraz wielu roślin
– drogę przebiegło nam kilkanaście mangust
– na Kauai o 4 rano budziło nas pianie miejscowych kogutów
– podróżowała z nami na gapę śliczna zielona jaszczurka
– kąpaliśmy się na kilkunastu przepięknych plażach
– a z kilku zostaliśmy przegnani przez żeglarzy portugalskich i rekiny 😉

Ponadto widzieliśmy wulkany, wodospady, lasy deszczowe, jedliśmy miejscowe potrawy, zakładaliśmy ubrania w charakterystyczne hawajskie wzory, nosiłyśmy z Amelką plumerie we włosach i leie na szyjach, słuchaliśmy hawajskiej muzyki i żyliśmy w rytmie „aloha”…

Co trzeba wiedzieć o Hawajach? Są bezpieczne pomimo tego, że porośnięte dżunglą. W lasach deszczowych nie czyha na nas żadne niebezpieczeństwo, nie ma tu drapieżników, jadowitych gadów czy owadów. Kąsają tylko komary, ale i one nie przenoszą chorób. Jedyne co nam zagraża to woda – są rekiny, parzące meduzy i bardzo kapryśny ocean. Nawet na plażach wyglądających na rajskie były groźne fale i niebezpieczne prądy. Mieliśmy wszyscy przez nie kilka siniaków, a ja straciłam okulary ;) Polecamy korzystać tylko z plaż strzeżonych przez ratowników, czytać ich ogłoszenia i stosować się do zaleceń- ocean to nieokiełznany żywioł!


To była niesamowita wyprawa i niezapomniana przygoda! Przeżyliśmy i zobaczyliśmy wiele, ale także odpoczęliśmy. Wyspy są idealne do odbycia przygody i do zwiedzania, do sportu i do relaksu. Szkoda tylko, że są tak daleko… 😉

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *