Jeden dzień z pobytu na Mauritiusie zabrał nam tropikalny cyklon. Bardzo tego dnia padało i wiało, toteż spędzaliśmy czas na terenie hotelu. Gdy tylko się rozpogodziło, ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie wyspy.

Niedaleko naszego hotelu znaleźliśmy rezerwat ornitologiczny Rivulet Terre Rouge Estuary Bird Sanctuary – Adam spędził tam poranek, dojeżdżając na miejsce taksówką. Nie było to jednak nic wyjątkowego, ptaków było mało, być może nie wróciły jeszcze po cyklonie, a teren był zaśmiecony i niezagospodarowany.

My w tym czasie korzystałyśmy z bliskości plaży:

Adam umówił się z kierowcą na popołudniowy trip na północ wyspy. Po lunchu samochód czekał już na nas pod hotelem, więc pokazaliśmy kierowcy trzy miejsca na północy, które chcielibyśmy zobaczyć (pokazaliśmy zdjęcia w telefonie z opisem, to istotne).

Pierwszą z nich powinna być świątynia w Triolet, ale kierowca minął tę miejscowość i pojechał dalej. Stwierdziliśmy, że pewnie zatrzyma się tam podczas powrotu do hotelu. Zatem dotarliśmy do drugiej świątyni – świątyni tamilskiej Arulmigu Draupadee Ammen na przylądku Cap Malheureux. Poświęcona jest bogini Draupadee. Jest ona niewielka, ale przepiękna. Bogato zdobiona, bardzo kolorowa, z niezwykłymi rzeźbami. Ilość detali na budynkach przyprawiała o zawrót głowy. Fantastyczne miejsce.

Znalazłam gdzieś informację, że przy każdej cukrowni stawiano tami