Pierwszą wyspą w archipelagu Hawajów, którą odwiedziliśmy byłą Kauai. Geologicznie jest ona najstarszą wyspą Hawajów – powstała 6 milionów lat temu. Jest niewielka – ma 1,4 tys.km2 – dla porównania Big Island (Hawaii) ma 10 razy większą powierzchnię. Wyspa jest spokojna, o wiejskim i sielankowym charakterze. Jej stolicę – Lihue – zamieszkuje niecałe 6 tys. osób. A budynki na całej wyspie nie są wyższe od palm – wg postanowień miejscowych władz.

Na nasz pobyt wybraliśmy Princeville na północy wyspy. To osada składająca się z kilku ośrodków, pola golfowego i małego centrum handlowego. Wynajęliśmy apartament w ośrodku Wyndham Bali Hai – mieszkanie z dwiema sypialniami i łazienkami, z kuchnią, salonem i balkonem, w pełni wyposażone. Na terenie ośrodka były dwa baseny z jacuzzi, korty, miejsce do grillowania. Na nasze potrzeby – super!

Jeżdżąc po wyspie miało się wrażenie, że jeździ się po wielkich parkach, ogrodach. Roślinność była obłędna! Dużą część Kauai porasta las deszczowy – jest tu góra Waialeale , której zbocza porośnięte dżunglą są jednym z najbardziej wilgotnych miejsc na świecie – pada tu przez 335 dni w roku. Ponadto jest tu wiele olbrzymich farm i plantacji – warunki panujące na wyspie sprzyjają uprawom. Codziennie łapał nas parokrotnie przelotny krótki deszcz, który przy 32 stopnia nie przynosił ochłody, ale na pewno znakomicie wpływał na kondycję roślin :)

Na Kauai jest sporo wodospadów – jednym z najbardziej malowniczych jest Wailua Falls. Dojeżdża się do niego drogą prowadzącą pośród farm i pól. Na końcu drogi znajduje się niewielki parking, na którym turystów witają kury w liczbie kilkudziesięciu sztuk :)

O co chodzi z tymi kurami na Kauai? Do końca nie wiadomo skąd się tam wzięły kury na wolności – jedna z teorii mówi, że pouciekały z kurników podczas jednego z huraganów i od tamtej pory żyją po swojemu ;) Jest ich tu tysiące! I są wszędzie. Adam wyczytał gdzieś, że kury na Kauai są pod ochroną – może to też tłumaczy ich zawrotną ilość. Dla nas to Wyspa Kur – zdecydowanie :) A jeszcze pianie kilku kogutów pod oknami budziło nas każdego ranka o 4 rano – mieliśmy wtedy ochotę na rosół ;)

Poza kurami na Kauai żyją dzikie świnie – jedną z nich spotkaliśmy również przy wodospadzie – widać, że była już oswojona z ludźmi i przez nich dokarmiana.

A wodospad? Wodospad był piękny, ale trudno dostępny, więc obejrzeliśmy go tylko z góry.

Drugim wodospadem, który obejrzeliśmy był Opaekaa Falls. Tutaj także ogląda się go z parkingu przy drodze, choć dotarcie w jego pobliże nie jest niemożliwe. Nas jednak upał skutecznie zniechęcał do wędrówek po dżungli.

Po drugiej stronie drogi był punkt widokowy na rzekę o tej samej nazwie – Opaekaa.

A na parkingu królowały kury. Można też było kupić wypieki od miejscowej gospodyni – chlebek ananasowy i mango był pyszny!

W pobliżu znajduje się zbiornik wodny Wailua. Ładne, odosobnione miejsce.

W wielu miejscach na wyspie stały food trucki, a mieszkańcy sprzedawali swoje plony, wypieki, wyroby przy drogach.

Codziennie rano Adam spacerował po naszej okolicy w poszukiwaniu miejscowych ptaków – zobaczcie jak bajkowo:

Oczywiście odwiedzaliśmy także plaże w naszej okolicy, gdzie oddawaliśmy kąpielom i błogiemu lenistwu. Poniżej Kaelia Beach i jej spacerowe okolice. Przyjemne miejsce i na kąpiel i na spacer wzdłuż wybrzeża.

Naszą ulubioną plażą została Hanalei Beach. Długa, piaszczysta, strzeżona. Tuż obok niej było miasteczko z małym centrum, gdzie można było coś zjeść i zrobić zakupy.

Miejscem, którego nie udało nam się niestety zwiedzić jest przylądek Kilauea z malowniczą latarnią morską i ostoją ptaków. Niestety wjechać na niego można tylko do godziny 16, o czym nie wiedzieliśmy (bo kto zamyka przylądek? ;)) i musieliśmy obejść się smakiem i zrobić fotki z daleka.

Kolejna plaża to Anini Beach – spokojna, niezatłoczona, z płytkim i łagodnym wejściem do wody, bez fal…

Hanalei Bay to także idealne miejsce na oglądanie bajecznych zachodów słońca…

To dopiero pierwsza część wspomnień z Kauai. Wypatrujcie kolejnej już wkrótce :)

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży.

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *