Gdy czekałam na wyjazd do Kenii, szukałam wszędzie informacji o tym, jak przygotować się do safari. Co ze sobą zabrać, jak się ubierać, co będzie potrzebne, a co wcale… Nie było to łatwe, bo z reguły informacje były rozrzucone po forach lub w wielu różnych postach na blogach. Więc aby ułatwić wam w przyszłości sprawę, poniżej spisane w jednym miejscu wszystkie nasze przemyślenia o tym, jak praktycznie przygotować się na safari ;)

Tutaj pisałam o tym, jak w ogóle przygotować się do wyjazdu do Kenii

Jak wygląda safari?

Aby w Kenii wybrać się na safari, musicie wykupić zorganizowany wyjazd do jednego (lub kilku) z parków narodowych. Zwiedza się je w towarzystwie licencjonowanego kierowcy i/lub przewodnika. Nie możecie wjechać tam sami np. wypożyczonym samochodem. Nie ma takiej opcji, ze względów bezpieczeństwa i turystów i zwierząt. W Mombasie miejscowe biura turystyczne oferują jedno- lub kilkudniowe wycieczki. Wg nas nie ma najmniejszego sensu jechać na jeden dzień. Zwierzęta są aktywne tylko o świcie i wieczorami, a pobyt w parku narodowym przy jednodniowym wyjeździe wypadnie na środek dnia (z Mombasy do najbliższego parku – Tsavo West jedzie się ok. 4 godzin), czyli nie zobaczycie za wiele. Poza tym nocleg na sawannie to niesamowita przygoda! Także wieczorem i nocą zwierzęta przychodzą do wodopojów, co pozwala na inny wymiar obserwacji :)

Brama do parku Tsavo West

Rozkład dnia na safari wygląda codziennie tak samo – pobudka około 5 rano, śniadanie i około 6 wyjazd na podglądanie zwierzaków. Po około 3-4 godzinach wraca się do lodgy lub udaje do następnego parku narodowego (tak się to odbywało u nas). Potem lunch, chwila na odpoczynek i relaks w basenie i około 16 wyjazd na kolejne safari. Powrót na noc do lodgy musi się odbyć zawsze przed zachodem słońca, czyli około 19. Kolacja, krótki sen i rano o 5 pobudka ;)

Jeździ się minibusami lub specjalnymi samochodami terenowymi – z reguły 8-osobowymi. Mają one specjalnie przerobione dachy, które się otwiera i przez nie obserwuje otaczającą przyrodę. Nie mają klimatyzacji! Podczas safari nie ma możliwości opuszczenia samochodu ze względu na bezpieczeństwo.

My jeździliśmy tym większym – przerobioną toyotą land cruiser

Nocuje się w tzw. lodgach. Niektóre z nich znajdują się na terenach parków, a inne poza nimi. Plusem tych w parkach jest to, że zawsze jest koło nich jakiś wodopój, do którego podchodzą zwierzęta – niesamowite wrażenia! Nie można wychodzić poza teren lodgy! Ciepła woda oraz prąd są tam dostępne tylko w wyznaczonych godzinach. Należy zachowywać się cicho, aby nie płoszyć zwierząt. W każdym pokoju były moskitiery oraz spraye na owady. Za to praktycznie nie działało wifi. Nie liczcie więc na kontakt ze światem podczas safari ;)

Nasza lodga w parku Tsavo West

Co ubrać na safari?

Po pierwsze: na pewno nie swoje najlepsze ciuchy – podczas drogi, przez otwarte dachy bardzo pyli, więc po powrocie z safari to, co ma się na sobie jest totalnie czerwone lub szare od kurzu – zależnie od rodzaju gruntu ;) Po drugie – coś wygodnego, bo w samochodzie spędza się wiele godzin. Nigdzie się z niego nie wychodzi, więc naprawdę nie trzeba mieć zabudowanego obuwia. My jeździliśmy w wygodnych sandałach z dobrą, sportową podeszwą. Kolejna sprawa – rano jest zimno i wilgotno. Toteż trzeba mieć jakiś polar, bluzę, czy wiatrówkę, bo przez dach wieje i można zmarznąć. Ale potem robi się zwykły upał – więc trzeba się rozbierać. I tu przydaje się tzw. ubieranie na cebulkę. Albo zakup spodni 2w1 – z odpinanymi nogawkami. Mieliśmy takie wszyscy troje i było to idealne rozwiązanie. Przyda się także jakaś koszula z długimi rękawami i cienkie długie spodnie – wieczory są nadal gorące, ale po zmroku zaczynają kąsać komary (nas nic nie kąsało, ale to pewnie zależy od sezonu i wilgotności).

Koniecznie musicie mieć nakrycie głowy, okulary przeciwsłoneczne i jakąś chustę. Nam rewelacyjnie sprawdziły się cienkie, elastyczne kominy – jako nakrycie głowy, jako maska przeciw kurzowi i jako chusta na szyję, gdy było zimno.

W każdej lodgy był basen, więc nie zapomnijcie kostiumów kąpielowych, klapków i ręczników – przydadzą się te szybkoschnące.

Jak przygotować się do safari?

Basen w lodgy w Amboseli

Co zabrać ze sobą?

Na safari nie zaleca się zabierania walizek. Miejsca w samochodach jest mało, a bagażniki niewielkie. Dlatego lepsze jest spakowanie się na wyjazd do miękkiej torby podróżnej. Są one bardziej elastyczne, łatwo je wyprać po okurzeniu i mniej ważą. Nasze walizki zostały w hotelu w Mombasie, a ze sobą zabraliśmy dwie mniejsze torby. W związku z tym, że ma się ograniczoną pojemność bagaży, trzeba rozsądnie podejść do sprawy ;)

Co spakować do kosmetyczki? Najlepsze są miniopakowania kosmetyków, które zajmują mało miejsca. Musicie mieć ze sobą: krem z filtrem, repelent przeciw komarom (my używamy muggę i mieliśmy też bransoletki dla Amelki z geraniolem), wszystkie potrzebne wam leki, przydadzą się mokre chusteczki. Za to woda w sprayu rozmazuje tylko pył po twarzy i wygląda się jak klaun ;)

Poza tym koniecznie zabierzcie: lornetki, sporo akumulatorów do sprzętu foto (i kart pamięci), latarkę, bo prąd jest tylko do 22/23, a potem zapadają egipskie, a raczej kenijskie ciemności ;) I tu polecam zabrać ze sobą powerbanki, bo przez te 2-3 godziny sprzęt może się nie naładować. Poza tym w każdym pokoju mieliśmy tylko jedno dostępne gniazdko – koniecznie pamiętajcie o jakimś rozgałęźniku i przedłużaczu.

Jedzenie na safari

Trochę martwiłam się o jedzenie podczas safari – ze względu na Amelkę, która niewiele jada. Ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Jedzenie było smaczne, a wybór potraw dostateczny, aby nie być głodnym. Jedynym minusem było to, że napoje, za które płaciło się dodatkowo, były dość drogie (3,5 $ za piwo).

Darmowa woda mineralna w butelkach była dostępna w każdym pokoju hotelowym, a podczas safari również mieliśmy do niej dostęp – kierowca dbał o zaopatrzenie :)

Safari jest męczące. Wstaje się o świcie, spędza cały dzień w samochodzie – w hałasie,  w pyle, w upale i telepaniu. Ale wrażenia jakich dostarcza, rekompensują wszystkie niedogodności. Naprawdę.

Wasza Patrycja

Przypominam o naszym profilu na Facebooku i Instagramie – jest tam jeszcze więcej nas i naszych podróży ;)