Nasze azjatyckie wakacje dobiegły końca. Wszystko nam się udało zrealizować, nie mieliśmy żadnych przykrych zdarzeń i niespodzianek. Nawet pogoda była dla nas łaskawa i deszcz widzieliśmy raz w ciągu 3 tygodni. To był intensywny wyjazd, ale zobaczyliśmy wiele wspaniałych miejsc i doświadczyliśmy wielu wspaniałych przygód.

Naszym pierwszym przystankiem był Pekin, do którego wróciliśmy po prawie 20 latach. To zupełnie inne miasto! I inni jego mieszkańcy. Chiny bardzo się zmieniły. Obecnie to bardzo nowoczesne, czyste miasto, z fantastycznym metrem, którym dojedzie się wszędzie za grosze. Zwiedziliśmy najważniejsze miejsca w mieście i wybraliśmy się na wycieczkę do Wielkiego Muru Chińskiego.

Kolejnym krajem, w którym spędziliśmy najwięcej czasu, była Japonia. Zawitaliśmy do Osaki, odwiedziliśmy Expo (Wystawę Światową), byliśmy także w Hiroszimie, Kioto i Tokio. Zwiedzaliśmy miejsca, na które zabrakło nam czasu przy poprzedniej wizycie.

I na koniec polecieliśmy do Ułan Bator w Mongolii, gdzie zwiedzaliśmy miasto i jego okolice. To była dla nas wielka, ale miła niespodzianka. Mieszkańcy Mongolii nadal mieszkają w jurtach, nadal prowadzą życie nomadów (oczywiście nie wszyscy), hodują wielbłądy, kolekcjonują konie. Są wielkimi patriotami bardzo przywiązanymi do tradycji i kochają Czyngis-chana.

Krótkie podsumowanie:

– odwiedziliśmy 3 kraje – Chiny, Japonia, Mongolia

– i 3 ich stolice – Pekin, Tokio i Ułan Bator

– odbyliśmy 7 lotów różnymi liniami, 3 przejazdy shinkansenami, wiele przejazdów lokalnymi pociągami, autobusami, metrami, „uberami” i trzy razy płynęliśmy statkiem

– dwa razy jechaliśmy kolejką linową, a Amelia raz zjechała toboganem o długości przeszło 1,5 km i raz przejechała się rollercoasterem o prędkości 130 km/h

– zobaczyliśmy 11 obiektów z listu światowego dziedzictwa kultury UNESCO

– odwiedziliśmy Expo w Osace, gdzie spędziliśmy dwa dni na wspaniałej zabawie

– widzieliśmy wielbłądy dwugarbne (baktriany), jaki i kozy kaszmirskie

– byliśmy w prawdziwej jurcie na mongolskim stepie

– zjedliśmy niezliczone ilości ramenów, udonów i japońskiego curry (przepyszne!)

Widzieliśmy okazałe pałace, przepiękne świątynie, magiczne ogrody zen, kilkusetletnie drzewka bonsai (jedno miało 800 lat!), zobaczyliśmy górę Fuji (choć nie w całości), byliśmy w parku rozrywki, w kilku muzeach i na kilku wystawach, byliśmy w gigantycznych azjatyckich metropoliach, wielkich miastach i małych malowniczych miasteczkach, przeszliśmy setki kilometrów pieszo i przeżyliśmy niedoszły do skutku koniec świata 😉

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *