W tym roku nasza czerwcówka była krótsza. Wyjechaliśmy na dwa dni. Pogoda była nam życzliwa i sobota była naprawdę upalna. Pierwszy taki letni dzień w tym roku. W drodze do Kołobrzegu postanowiliśmy spędzić trochę czasu na plaży. Wybraliśmy Sarbinowo – mniejsza miejscowość = mniejszy tłum.  W kurorcie – jak w każdym – stragany, namioty, budy z chińszczyzną, tanie jedzenie, zapach frytury i tłumy, tłumy, tłumy. A plaża – jak wszędzie u nas – cudna. Szeroka, piaszczysta. Pogrzebaliśmy w piasku, poszukaliśmy skamielin, pobrodziliśmy po kostki w wodzie (głębiej temperatura nie pozwoliła ;)). I udaliśmy się do pobliskiej latarni morskiej – w Gąskach (w tym roku wytyczyliśmy sobie cel – odwiedzić wszystkie latarnie polskiego wybrzeża).

Jest jedną z najwyższych latarni na polskim wybrzeżu. Wdrapanie się na jej szczyt było męczące. Ale widoki rekompensowały trudy ;)

Wizytę w Kołobrzegu zaczęliśmy od znalezienia naszego hotelu – Hotel Leda Spa. Bardzo sympatyczna i pomocna obsługa, ładny design, czysto, spokojnie, pyszne śniadanie. Jest duża strefa Spa, z przyjemnym basenem i pokój zabaw dla dzieci.

Z hotelu udaliśmy się do latarni morskiej. Półgodzinny spacer był bardzo przyjemny, pomimo tego, że złapał nas krótki, ale intensywny deszcz. Wzdłuż morskiego brzegu prowadzi deptak, a plażę od niego oddziela park. Zjedliśmy obiad w okolicy latarni, wdrapaliśmy się na jej szczyt, zwiedziliśmy muzeum minerałów mieszczące się w jej podziemiach (mało imponujące) i wróciliśmy do hotelu.

Wieczór spędziliśmy w hotelowym basenie – wielka radość Amelki, która wykorzystuje każdą chwilę, aby móc poćwiczyć pływanie :)

Niedzielę postanowiliśmy spędzić w Dobrzycy, w ogrodach Hortulus. Wybieraliśmy się do nich już kilka sezonów, ale nigdy nie udało nam się zrealizować planów. Aż do teraz. Zwiedzanie zaczęliśmy od Ogrodów Tematycznych. Jest ich 28, o różnych tematach przewodnich, np. japoński, wodny, ziołowy, pachnący, francuski, różany, biały, niebiesko-żółty… Na terenie ogrodów znajdują się liczne mostki, pergole, rzeźby, altanki. Wszystko to składa się na niesamowitą różnorodność, którą tam zastajemy – różnorodność roślin, kolorów, zapachów, krajobrazów.

Gdy obejrzeliśmy już każdy zakątek, pozachwycaliśmy się każdym kolorem i zapachem, udaliśmy się do drugiej części kompleksu, oddalonych o parę kilometrów Ogrodów Hortulus Spectabilis. Najważniejszym miejscem tych ogrodów jest wielki, grabowy labirynt. Poza tym znajdziemy tu kamienne kręgi, kalendarz celtycki, ogród czterech pór roku… Trochę na siłę, trochę tandetne, ale pewnie ma odbiorców i fanów ;) Widać, że ta część jest nowa, dopiero co powstała. Wszystko jest świeże i nie wszystko dokończone. Za kilka lat będzie ładniej, na pewno.

W centralnym punkcie stoi wysoka wieża, ze szczytu której można podziwiać ogród oraz jego okolicę. A także pomagać zagubionym w labiryncie ;)

Wędrówka po labiryncie jest świetną zabawą. Jednak powinny być jakieś mapki dodawane do biletów wstępu, ponieważ można w nim błądzić naprawdę długo. Nas uratował google maps w komórce ;)

Ogrody Hortulus to świetna atrakcja dla całej rodziny. Nasza córka była zachwycona odkrywaniem magicznych zaułków w ogrodach tematycznych, a potem przemierzaniem labiryntu. Bardzo podobało jej się wirujące koło, żółwie i rechoczące żaby w stawach… Naprawdę fajne miejsce na rodzinny wypad.

Obiad postanowiliśmy zjeść w Darłówku i przy okazji zobaczyć kolejną latarnię morską.

Darłówko to miła, niewielka nadmorska dzielnica Darłowa. Pełno tu restauracji, barów, sklepów, straganów. Ciekawą atrakcją jest zwodzony most. A sama latarnia morska jest malutka, ale bardzo ładna.

Pogoda nam dopisała, czas spędziliśmy miło i nieśpiesznie. Już wypatrujemy kolejnego długiego weekendu ;)

Poleć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *